Krzyk nocnego ptaka wyrwał Thierry’ego ze snu. Obrócił się na posłaniu i zamarł wsłuchując się w miarowy oddech leżącej obok Marii. Delikatnie wysunął się spod kolorowego kilimu, stanowiącego kołdrę ich małżeńskiego łoża, chwycił złożone na klepisku spodnie oraz t-shirt, podniósł się i podszedł do drzwi. Ostrożnie wymknął się na zewnątrz, starając się stłumić skrzypienie zrobionych z kawałka blachy falistej drzwi. Światło padło na śpiące w dalszym kącie pomieszczenia dzieci.