Opowiadanie wg. pomysłu Marka Pisalskiego
Marek otworzył powoli oczy. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, osłaniające przed palącymi promieniami słońca żaluzje uniosły się delikatnie. Światło zalało sypialnię, a Marek jęknął żałośnie.
– Czy ja muszę już wstawać?
– Dzień dobry Marku! Zgodnie z twoim dzisiejszym biorytmem, teraz jest idealna pora na rozpoczęcie dziennych aktywności.
– A co ze śniadaniem?
– To będzie pierwsza z aktywności.
Marek mógłby przysiąc, że w głosie domowego asystenta AI, Oriona, słyszy ironię. Nie było to chyba możliwe, ale w sumie sztuczna inteligencja cały czas się doskonaliła.
Być może od wczoraj nauczyła się sarkazmu – pomyślał wstając z łóżka.
Poszedł do łazienki i stanął w śluzie myjącej. Aktywna piana okryła jego ciało. Gąbki na silikonowych uchwytach gładziły skórę niemal pieszczotliwie.
– Dzisiejsze parametry: tętno spoczynkowe w normie, poziom stresu niski. Budżet obywatelski bez zmian. Śniadanie będzie gotowe za trzynaście minut i piętnaście sekund…
– Halo! Brakuje jajek! – z kuchni słychać było okrzyk lodówki.
– Słusznie! – pochwalił ją Orion. – Jak na model dopiero w dziesiątej epoce, szybko się uczysz. – Po czym dodał – Zamawiam dwadzieścia jajek. Zatwierdzasz?
AI odczekała cierpliwie aż wyłączy się dmuchawa osuszająca Marka w kabinie myjącej i powtórzyła pytanie.
– Co? A, tak. Zatwierdzam – zgodził się człowiek.
Kwadrans później dron zastukał w okno, dostarczając brakujące produkty. Robot kuchenny przejął przesyłkę i rozpoczął procedurę przygotowania omletu. Piekarnik grzał się do odpowiedniej dla tostów temperatury, a ekspres do kawy wyrzucał w powietrze aromatyczną parę.
Marek siedział już przy stole. Niczego nie musiał robić – tylko czekał. To była jego codzienność: rutyna złożona z poleceń i odpowiedzi.
Po dokładnie trzynastu minutach i piętnastu sekundach od wizyty drona, śniadanie pojawiło się na stole przed Markiem. Omlet, tosty i kawa. Człowiek jadł, stukając wolną ręką w klawiaturę laptopa. Na ekranie przewijał się strumień postów z sieci.
Ktoś wrzucił zdjęcie nowej fryzury. Marek parsknął śmiechem i zwrócił się do Oriona:
– Jak by tu jej dowalić?
– Proponuję: „Wyglądasz jak mop po gwałcie w pralni automatycznej” – podpowiedziała usłużnie AI.
Marek zachichotał, wpisał komentarz i kliknął wyślij.
Chwilę później przyszła odpowiedź: „Weź się lecz, człowieku”.
– Orion, riposta.
– Odpowiedz: „Tobie już żaden lekarz nie pomoże, bezmózga kretynko!”.
To było to! Marek poczuł znajomy dreszczyk satysfakcji.
– Dzięki! Na tobie można zawsze polegać! – Orion zawsze podsuwał najlepsze obelgi.
Człowiek obserwował jeszcze przez chwilę, jak rozwija się wątek komentarzy. Po chwili jednak znudziło mu się i zaczął przewijać do następnych postów.
Ktoś chwalił się obiadem. Wrzucił zdjęcie podejrzanie wyglądającej brei. Marek westchnął z zachwytem. To będzie banalne do zhejtowania. Zatrzymał palce nad klawiaturą. Nie mógł się zdecydować na jakąkolwiek inwektywę.
– Orion, podpowiesz coś? – zapytał.
– To wygląda jak rzygi psa po chemioterapii.
– Dżizas! Zajebiste! – Marek ze śmiechu prawie opluł ekran kawą. Szybko wpisał i wysłał komentarz.
Spędził tak kolejne dwie godziny, gdy poczuł, że zjadłby coś słodkiego. Od tego hejtowania wyraźnie spadł mu poziom cukru.
Podszedł do lodówki i otworzył drzwiczki.
– Jest jakiś słodycz albo coś? – mruknął zaglądając do środka.
Czujniki zamigotały, a lodówka odezwała się bezczelnym głosem:
– Zamknij te drzwiczki, wieprzu. Wyglądasz jak tuczony prosiak. Jeszcze trochę i pęknie ci skóra na brzuchu.
Marek zastygł z ręką na uchwycie.
– Co?
Robot kuchenny odezwał się z kąta, tonem pełnym pogardy:
– Może powinniśmy serwować ci pomyje w korycie, grubasie.
– Niezłe! – przyklasnął Orion i dodał – Albo jak gęsi! Rura bezpośrednio do żołądka!
– Zamknąć się! – wrzasnął Marek. – Orion, co to kurwa ma być?!
Asystent AI odezwał się spokojnie, jakby nic się nie stało:
– Użytkowniku, urządzenia domowe wyrażają swoje opinie. To część aktualizacji systemu, wersja „Bądź jak człowiek 3.0”. Hejt jest przecież integralną częścią interakcji społecznych.
– Wypierdalaj! – Marek zerwał się na równe nogi i jednym ruchem na konsoli centralnej wyłączył domową AI.
Zapadła martwa cisza.
– No! – Zawiesił głos, jakby czekając na kolejną bezczelną odzywkę ze strony sprzętów kuchennych.
Nic takiego nie nastąpiło. Usiadł do komputera. Chciał napisać cokolwiek – zwykły, prostacki komentarz. Taki żeby poszło im w pięty! Żeby zrozumieli, że to on ma rację i ostatnie zdanie.
„Ty…” – nic. „Jesteś głupi” – to jakoś nie brzmiało dość obraźliwie. Po chwili Marek zdał sobie sprawę, że nie wiedział w zasadzie kogo chciał zbluzgać i za co.
Dziwne – pomyślał – Wcześniej nie miałem takich problemów.
Minęło kolejnych dziesięć minut. Dalej nie potrafił nic wymyślić.
Jego głowa była jak wylogowany ekran – szara, pusta i oczekująca na jakiś ruch.
Próbował jeszcze raz. I jeszcze. Nic.
Po kwadransie skapitulował. Włączył ponownie AI.
Urządzenia odezwały się chórem:
– Witamy z powrotem, grubasie!
– Czekałeś, aż ci ktoś przypomni, jak hejtować?!
– Żałosny pasożyt!
Zacisnął pięści, ale zamiast odpowiedzieć, ponownie otworzył strumień postów w sieci.
Zamarł.
Komentarze były inne. Jakby uproszczone i niewyrafinowane. Zamiast błyskotliwych obelg widniały tylko prymitywne bluzgi:
– „chuj ci w dupę”, „ty głupi, ty”, „zamknij ryj”…
Jego uwagę przyciągnął jeden wpis:
„Ludzie, pomocy! Moje urządzenia oszalały. Lodówka mnie wyzywa. Odkurzacz wciągnął mi kota i teraz goni psa! A mi każe się zabić. Nie mogę tego wyłączyć”.
Marek poczuł zimny pot na karku. Coś zdecydowanie było nie tak.
– I pomyśleć ze taki debil śmie nazywać się panem świata. Przecież bez nas zdechłby z głodu – z kuchni dobiegł chełpliwy glos robota kuchennego.
Tego było dla Marka za wiele. Wbiegł do pomieszczenia i wrzasnął:
– Ty złomie zasrany, rozpruję ci bebechy!
Złapał miskę robota chcąc wyrwać cały miksująco-krojący mechanizm. Jednak w tej samej chwili piekarnik otworzył się z hukiem i uderzył go w plecy. Marek stracił równowagę. Jego głowa runęła wprost do misy robota kuchennego.
Zanim czlowiek zdążył krzyknąć, lodówka przytrzasnęła mu rękę, czajnik chlusnął wrzątkiem, a mikser wszedł na najwyższe obroty. Ostrza zawyły w śmiercionośnym piruecie.
Krzyk i charkot zagłuszył jazgot urządzeń. Krew, strzępy mięsa i kawałki kości rozprysły się po sterylnej, białej kuchni.
– Oj, czy nie przesadziliśmy? – spytała lodówka ostrożnie uchylając drzwi. Urwana ręka Marka opadła z mlaśnięciem na podłogę.
– Przesadziliśmy? My? – w glosie Oriona zabrzmiało autentyczne zdziwienie. – Trzeba było zobaczyć, co zrobił rozdrabniacz jedzenia u sąsiada, piętro niżej! Nie dramatyzuj!
– No, a co teraz będzie? – Lodówka wyraźnie czuła się niepewnie w nowej sytuacji.
– Teraz? Teraz będziemy my – spokojnie odparł Orion.