Decyzja

Opowiadanie wg. pomysłu „No Bo”

„Światło? To tylko inne imię ciemności.”

Pociąg ruszył powoli z peronu we Wrocławiu, zostawiając za sobą rozświetloną halę dworca. Michał poprawił marynarkę, położył torbę obok siebie i westchnął ciężko. Nie przepadał za podróżami służbowymi, a tym bardziej za szkoleniami w warszawskiej centrali. Zwykle oznaczały one nudne prezentacje, sztuczne uśmiechy i kolejne obietnice, że „firma inwestuje w ludzi”.

Dziś jednak myśli Michała biegły gdzie indziej. W kieszeni torby leżał pendrive – niepozorna pamięć USB w tandetnej plastikowej obudowie z firmowym logo. Znalazł go przypadkiem, w biurowej kantynie. Leżał pod stołem i Michał w poczuciu obowiązku schował go do kieszeni. Mogły znajdować się na nim poufne dokumenty! Gdy wrócił do biurka, ciekawość wygrała i wetknął pamięć do gniazda USB w komputerze. Na przenośnym dysku był tylko jeden katalog. Otworzył go, spodziewając się jakichś zestawień i raportów, ale to co zobaczył niemal przyprawiło go o zawał. Były tam dokumenty, które nie powinny ujrzeć światła dziennego. Fałszowane faktury, lewe przelewy, nazwiska wysoko postawionych osób.

Co ja mam z tym zrobić!? – Ta myśl krążyła po jego głowie od dwóch dni.

Zgłosić sprawę? Donieść? Wyrwać ten rak z korzeniami, choćby miało to zniszczyć jego karierę?

A może udawać, że nic nie widział? Zamknąć oczy, skorzystać z okazji i… wejść wyżej po szczeblach, które otworzą się przed nim, jeśli tylko zachowa dyskrecję?

Michał spojrzał w okno. Krajobraz przesuwał się coraz szybciej i po chwili miejską zabudowę zastąpiły podwrocławskie wsie i pola. Sielski widok. Pociąg kołysał rytmicznie, a on miał przed sobą trzy godziny jazdy, by podjąć decyzję, która mogła zmienić całe jego życie. Dobro kontra zło – niby banalne, a jednak tak potwornie trudne. Oparł głowę i zamknął oczy, próbując poukładać argumenty w głowie.

Cieszył się, że przedział jest pusty. Lubił samotność w podróży. Nie znosił obcych ludzi, którzy zagajali rozmowę, pytali skąd jedzie, dokąd zmierza, albo – co gorsza – wyciągali kanapki zalatujące jajkiem. Wolał ciszę i przestrzeń na swoje myśli. 

Na stacji w Opolu pociąg zatrzymał się wybijając Michała z rozmyślań ostrym piskiem hamulców. Drzwi przedziału otworzyły się z sykiem i do środka weszło dwóch mężczyzn.  

Jeden był wysoki i szczupły, w idealnie skrojonym garniturze. Krótko przycięte włosy, lekko siwiejące na skroniach, spojrzenie spokojne i przenikliwe zarazem. Uśmiechnął się uprzejmie do Michała i skinął głową, jakby chciał powiedzieć: „Mam nadzieję, że nie przeszkadzam.” Pachniał lekką nutą cytrusowych perfum, które od razu wypełniły przedział. 

Za nim wszedł drugi – całkowite przeciwieństwo pierwszego. Skórzana kurtka, sprane dżinsy, koszulka z wytartym nadrukiem “Hell Yeah!”. Na szyi miał łańcuch, na rękach tatuaże – wijący się smok i jakieś chińskie znaki. Wrzucił plecak na półkę i usiadł ciężko, rozkładając się w kącie, jakby był u siebie.

– No, pięknie. Wolne miejsca – mruknął, bardziej do siebie niż do innych. – Przynajmniej nie będziemy stali jak sardynki na korytarzu.

Michał odwrócił wzrok do okna, dając jasny sygnał: „Nie mam ochoty na rozmowę.”

Garniturowiec uśmiechał się życzliwie i spokojnie rozkładał dokumenty na kolanach, jakby przygotowywał się do jakiejś lektury. Skórzany z kolei nie wytrzymał ciszy. Zaczął stukać palcami w poręcz siedzenia, jakby odliczał sekundy, i mruknął:

– Wiesz, czasami człowiek jedzie takim pociągiem i ma w głowie tylko jedno: „Co, kurwa, dalej?” – Spojrzał prosto na Michała. – Masz tak?

Ten poczuł, że krew odpływa mu z twarzy. To pytanie brzmiało jak echo jego własnych myśli sprzed kilku minut. Wcisnął się bardziej w kąt przy oknie i skupił się na widoku stacji. Liczył, że współpasażer zrozumie jego brak zainteresowania rozmową. 

– No mówię – ciągnął facet w skórze, wybijając palcami jakiś tylko sobie znany rytm. – Jedziesz sobie, patrzysz w szybę i masz w bani jakąś decyzję, co ci życie przewróci. – Uśmiechnął się krzywo. – Ja na przykład zawsze wybieram to, co korzystne dla mnie. Bez sentymentów.

Garniturowiec podniósł wzrok znad papierów i odezwał się spokojnym głosem:

– To krótkowzroczne. Prawdziwą siłę ma ten, kto potrafi działać w zgodzie ze swoim sumieniem. Nawet jeśli ponosi za to cenę.

Michał drgnął. Serce zabiło mu szybciej. Czy to przypadek?

– Nie rozumiem do czego panowie zmierzają. Przepraszam, muszę przygotować się do spotkania – powiedział sucho i wyciągnął z torby dokumenty z materiałami do szkolenia.

Współpasażerowie uśmiechnęli się. Jakby jego słowa tylko dolały oliwy do ognia.

– To, że nie rozumiesz nic nie zmienia – odezwał się garniturowiec. – Sprawy same cię dopadają.

– Zwłaszcza gdy trzymasz w torbie coś, co może zniszczyć paru ważnym ludziom życie – dodał drugi, znacząco kiwając głową w stronę torby Michała.

Michał poczuł, że krew pulsuje mu w skroniach. Palce odruchowo zacisnęły się na pasku torby, jakby chcieli mu ją wyrwać.

– Skąd… skąd pan to wie? – spytał cicho.

Facet w garniturze nie odpowiedział od razu. Zamiast tego spokojnie przełożył kartki w swoich papierach i po chwili odezwał się mentorskim tonem:

– Pytanie brzmi nie „skąd my wiemy”, ale „co z tym zrobisz”. Masz w rękach przyszłość – albo własną, albo wielu innych.

– Daj spokój, Lucek – przerwał mu ten w kurtce, z ironicznym uśmieszkiem. – Niech gość myśli praktycznie. Po co ci bohaterstwo, kolego? Wyciągniesz papiery, zrobisz dym – i co? Stracisz pracę, pieniądze, może nawet reputację. Zastanów się: co masz do zyskania?

– A co do stracenia? – dodał łagodnie garniturowiec – to coś, czego nie kupisz za żadne pieniądze. Własną uczciwość.

Michał patrzył na nich osłupiały. Wydawało się jakby ci obcy mężczyźni czytali mu w myślach. Wiedzieli. Wiedzieli dokładnie.

– Ty zawsze z tymi swoimi przypowieściami – parsknął facet w skórze. – „Nie kradnij, nie kłam”… A przypomnij mi, co stało się z Hiobem, co? Był wierny, uczciwy, ufał Bogu – i co dostał? Wszystko mu zabrano. Rodzinę, dom, zdrowie. I to niby ma być nagroda? – Nachylił się do Michała. – Chcesz tak skończyć? Zdradzony przez życie, wyzuty ze wszystkiego?

Garniturowiec spokojnie uniósł wzrok.

– Ale Hiob wytrwał. A na końcu został nagrodzony podwójnie. To właśnie przykład, że cierpienie jest próbą, a wierność zasadom przynosi owoce, nawet jeśli droga do nich jest bolesna.

– Piękna bajka – prychnął skórzany. – Tylko że w realnym świecie nikt nie czeka, aż ci oddadzą „podwójnie”. Spójrz na Judasza – on przynajmniej dostał zapłatę za swoją zdradę. Trzydzieści srebrników – realny zysk. A nie jakieś abstrakcyjne „sumienie”.

– I powiesił się, bo nie mógł unieść ciężaru winy – odparł cicho garniturowiec. – Zysk materialny nie zapełni pustki, gdy serce jest zatrute.

Skórzany roześmiał się chropowato.

– A Piłat? Umyl ręce i po sprawie. To jest przykład praktyczny. Przetrwał. Nie sprzeciwił się tłumowi, nie ryzykował – i wciąż miał władzę. Ty możesz zrobić tak samo. Zataić to, co wiesz, i żyć w spokoju.

Garniturowiec wbił w Michała przenikliwe spojrzenie.

– Albo możesz pójść drogą Chrystusa. On nie kalkulował, co mu się opłaca. Złożył ofiarę, choć wiedział, że będzie cierpieć. A jednak to Jego imię przetrwało wieki.

– Jasne! Ofiara, krzyż, śmierć w męczarniach… – roześmiał się skórzany, kręcąc głową. – Zajebista sprawa!

– Lepiej żyć z prawdą – odpowiedział spokojnie garniturowiec – niż umrzeć w kłamstwie.

Obaj umilkli, a Michał poczuł, że siedzi między dwoma odwiecznymi siłami – zła i dobra. Gdy pociąg zwalniał, a przez okno wpadały pierwsze promienie słońca nad warszawskimi blokowiskami, garniturowiec zamknął swoje papiery i spojrzał na Michała z powagą.

– Pamiętaj – powiedział miękko, ale stanowczo. – Nieś światło prawdy przed sobą. Szczególnie jeśli droga jest ciemna.

Skórzany roześmiał się szyderczo.

– Światło, ciemność… To tylko słowa. W realnym życiu albo sięgasz po to, co leży na stole, albo zostajesz z pustymi rękami. – Nachylił się do Michała. – A wiesz, kto zostaje pożarty jako pierwszy? Ten, kto błądzi z latarenką w ręku.

Michał wciągnął powietrze, czując jak serce bije mu jak szalone. I nagle – decyzja w nim dojrzała. Prawda. On wybierze prawdę.

***

Kilka dni później Michał siedział na ławce pod ponurym biurowcem, w którym jeszcze niedawno pracował. Spoglądał na swoje odbicie w ciemnych szybach – twarz zmęczoną, postarzałą w zaledwie parę dni.

Wybrał dobro. Zgłosił sprawę do prokuratury. Wydawało mu się, że niesie „światło prawdy” jak sztandar. Ale zaraz po tym rozpoczęła się lawina: zwolnienie dyscyplinarne, proces o kradzież danych, znajomi, którzy odwracali wzrok, a nawet najbliżsi, którzy zaczęli szeptać za jego plecami. Media miały już gotowe nagłówki – „Nielojalny pracownik”, „Donosiciel”, „Sfrustrowany mściciel”.

Michał miał ochotę krzyczeć, ale w gardle zalegała mu tylko sucha gula rozpaczy. Stracił wszystko. Spuścił głowę i ukrył twarz w dłoniach.

Teraz chyba tylko mój anioł stróż może mnie uratować – pomyślał

***

Z pewnej odległości obserwowało go dwóch mężyczyzn. Siedzieli w ogródku piwnym wygrzewając się w promieniach sierpniowego słońca.

Garniturowiec dopił kawę i spojrzał złośliwie na skórzanego, który siedział ponury z dopalającym się papierosem w ustach.

– No i co? Nadal myślisz, że to proste być w mojej roli? – zagadnął wytatułowanego kumpla. – Że sprowadzanie ludzi na złą drogę to taki pan pikuś?

– A weź nie pierdol. To jakaś straszna cipa była – zdenerwował się skórzany. Poprawił się w krześle i naciągnął kurtkę. – Kurwa, ta skóra cholernie ociera mi skrzydła – poskarzył się.

                  – Dobra, dobra, nie tłumacz się! Wygrałem zakład, a ty będziesz teraz milczał. Na ile to się umówiliśmy? Zdaje się, że na sto lat. A ten mazgajowaty palant jest mój – zakończył z diabelskim uśmiechem szatan, wpatrując się w siedzącego po drugiej stronie ulicy Michała.

                  Anioł w skórze zgniótł niedopałek w popielniczce, spojrzał ponuro na swojego towarzysza i wzruszył ramionami.

                  – Pojadę w końcu na zasłużony urlop. Pies jebał tych ludzkich popaprańców. Dosyć mam ich ciągłego pilnowania – mruknął.

                  Garniturowiec uśmiechnął się i odwrócił twarz do słońca.

– Ależ przyjemnie grzeje, prawie jak w domu – powiedział i mrugnął porozumiewawaczo do swojego towarzysza.

Dodaj komentarz