Od 1970 roku ludzkość zniszczyła ponad 60% populacji dzikich zwierząt.
Mikroplastik znaleziono już w łożyskach ludzkich noworodków.
Do 2050 roku w oceanach będzie więcej plastiku niż ryb (wagowo).
Co roku umiera przedwcześnie 7 milionów ludzi z powodu zanieczyszczenia powietrza.
Jesteśmy ostatnim pokoleniem, które może powstrzymać zagładę.
I pierwszym, które może ją w całości oglądać.
***
W laboratorium wydziału Botaniki i Genetyki, Narodowej Akademii Nauk Polskich słychać było uporczywe brzęczenie klimatyzacji. W pomieszczeniu pracował Jan Dziedzic – główny botanik kraju. Naukowiec uważnie oglądał holograficzną wizualizację efektów ostatniego eksperymentu. Szybkimi ruchami rąk tworzył wirtualne przekroje i powiększał uzyskane w ten sposób subatomowe struktury. Na czole Jana pojawiła się głęboka zmarszczka.
– Znowu dupa blada! – mruknął do siebie, obracając zawieszony w powietrzu kolorowy obraz, przedstawiający modyfikowane wiązania w DNA ziarna pszenicy. – Genetex, zanotuj: niepożądane sprzężenie w pozycji GAT-C9!
– Zanotowano: niepożądane sprzężenie w pozycji GAT-C9. – Asystująca Janowi sztuczna inteligencja posłusznie wykonała polecenie.
Botanik uderzył ze złością w stół. Hologram zamigotał i lekko przygasł. Trzy lata kosztownych badań i eksperymentów! I nadal nie było widać efektów!
Jak tak dalej pójdzie, dopadnie mnie Sprawiedliwość i Kara – pomyślał gorzko. Za tydzień musiał przedstawić pierwszemu prezesowi partii wyniki swojej pracy! Eksperymentu genetycznego, który miał uratować ludzkość i rozsławić imię wodza z Europy Środkowej.
Dziedzic opadł na fotel i westchnął ciężko. Sięgnął po leżący na biurku tablet. Chciał sprawdzić odczyty z próbek w szklarni, ale urządzenie nie zareagowało na próbę włączenia. Spojrzał na zegarek.
– No tak – mruknął. – Obowiązkowe narodowe informacje!
W tym samym momencie, wiszący na ścianie telewizor rozbłysł i na ekranie pojawiło się logo serwisu Narodowych Informacji Republiki Polskiej.
Jan zaklął pod nosem. Zamiast pracować, musiał rzucać wszystko i oglądać to gówno. Nie było rady. Jeszcze tego brakuje, żeby mu polecieli po pensji! Ostatnio był tak zajęty eksperymentem, że teraz musiał nadrabiać zaległości i śledzić niemal każdy rządowy program.
Punkty polskości same się nie uzbierają – westchnął w duchu i usiadł przed telewizorem. Z kieszeni fartucha wyciągnął małą buteleczkę Bezmrugnolu i wpuścił sobie po dwie krople do każdego oka. Według reklamy, środek zapewniał do dziesięciu minut, niezakłóconego mruganiem odbioru serwisu informacyjnego. Beznamiętny głos sztucznej inteligencji zapowiedział wiadomości ze świata:
– …włoski okręt wojenny Riscaldamento otworzył ogień do trzech szalup z migrantami z Afryki. Według wstępnych informacji zginęło ponad sto osób. Premier rządu określił incydent jako „zrozumiałe i akceptowalne społecznie działanie prewencyjne wobec agresji nielegalnej imigracji klimatycznej”.
– …W Rzeszy Niemieckiej zamknięto ostatnią działającą w Europie farmę fotowoltaiczną. Według kanclerza Von Neumanna, to ostateczne zwycięstwo nad lewackim ekoterroryzmem. W nadchodzącym miesiącu, kanclerz będzie honorowym gościem kongresu „Narodowa Siła i Honor”, organizowanego przez Pierwszego Prezesa SiK.
Jan głośno przełknął ślinę i szybko mrugnął. Mimo zamkniętych okien czuł, że coś drapie go w gardle i drażni spojówki.
Pewnie filtry w klimatyzatorze znów się zapchały. Będę musiał zamówić nowe… o ile są jeszcze dostępne – pomyślał ponuro.
– …W Chinach odnotowano rosnącą liczbę zgonów w rejonie Wuhan. Według lekarzy, jest to ostra niewydolność oddechowa o nieznanej etiologii. Wbrew szerzonym przez lewackich terrorystów pogłoskom, zgony nie mają nic wspólnego z tak zwaną „pandemią” sprzed ponad dwóch dekad.
– …A teraz wiadomości z kraju: w okolicach Poznania wystąpiły silne tornada. Zniszczeniu uległy dwie miejscowości. Według INMGW nie ma powodów do niepokoju. Jest to zjawisko typowe dla tej pory roku w Polsce.
– …Trzy nastolatki trafiły do Narodowego Centrum Oparzeń po kąpieli w błocie w dawnym korycie Wisły w Warszawie. Według rzecznika policji, dziewczyny weszły do mulistego rozlewiska w okolicach Trasy im. św. Donalda Trumpa i doznały poparzeń trzeciego stopnia. Miejsce zostało zabezpieczone przez służby.
– … W dniu dzisiejszym zalecany czas spaceru w stolicy nie powinien przekraczać pięciu minut…
Ekran zgasł, a Jan parsknął śmiechem. Święty Donald Trump… co za kpina. Jeszcze dziesięć lat temu brzmiałoby to jak kiepski żart. A teraz jego imieniem nazwano autostrady, szkoły, szpitale. Nawet uniwersytety.
To właśnie Trump zapoczątkował odejście od badań klimatycznych, wygaszenie funduszy dla ekologii oraz zbudował kult energii kopalnej. „Drill, baby, drill!” – ryczały tłumy na wiecach. Potem przyszli kolejni piewcy doktryny. W Europie, Afryce, Azji. Świat szedł za nimi jak pijany tłum za kaznodzieją z megafonem.
Rozpoczynający trzecią kadencję prezydent Stanów Narodowych Panameryki, J.D. Vance, kontynuował politykę swojego patrona i mentora. Cały kraj, od Yukonu i dawnej Greenlandii po Antarktydę, był jedną wielką kopalnią odkrywkową. Poszukiwania gazu, ropy oraz metali ziem rzadkich zniszczyły bezpowrotnie kanadyjską tajgę i amazońskie lasy deszczowe. Antarktyda, pozbawiona lodowej osłony, została podziurawiona szybami wiertniczymi i przekształcona w przemysłową strefę wydobywczą. Ciemne dymy przesłoniły niebo nad całą planetą.
Jan sięgnął ponownie po tablet i włączył urządzenie. Tym razem ekran posłusznie rozjarzył się i ukazał wyniki badań. Botanik opracowywał genetycznie zmodyfikowane zboże odporne na wysokie stężenia zanieczyszczeń powietrza oraz o zredukowanym zapotrzebowaniu na wodę i światło.To miał być przełom i sposób na walkę z nadchodzącym widmem głodu.
Ucięli fundusze na ekologię, za to teraz idą miliardy na przystosowanie ludzkości do życia w gęstym od pyłów środowisku – pomyślał Dziedzic.
Zerknął na odczyty ze szklarni. Zmartwiał.
– To niemożliwe! Hej Genetex, przedstaw wyniki analizy chemicznej.
– Oczywiście Janie! – Laboratoryjna sztuczna inteligencja była zawsze uprzejma i gotowa do działania. – Analiza chemiczna zmodyfikowanych próbek wykazuje powstawanie TCDD-VX. To odmiana dioksyny o strukturze zbliżonej do 2,3,7,8-tetrachlorodibenzo-p-dioksyny, z dodatkowymi wiązaniami fosforoorganicznej grupy typu VX.
Wyprodukowałem pszenicę syntetyzującą pochodną najgroźniejszej znanej człowiekowi broni chemicznej??? – Jan upuścił tablet na stół i złapał się za głowę.
Jak!???
Złapał za ręczny analizator powietrza i wbiegł do szklarni. Wewnątrz, w ciągnących się przez całe pomieszczenie doniczkach, rosły różne wersje modyfikowanych genetycznie zbóż. Dziedzic włączył trzymane w ręku urządzenie i czekał w napięciu na odczyt. Kilka razy odkaszlnął, czując narastające drapanie w gardle.
Z analizatora dobiegło kilka pisków i po chwili na ekranie pojawił się wynik badania. Jan poszarzał na twarzy. Każda z roślin emitowała dioksyny.
– Co do cholery… – naukowiec poczuł ostre ukłucie na twarzy.
Uderzył się otwartą dłonią w policzek. Meszka.
Botanik zbliżył twarz do rosnących w doniczkach roślin. Na kłosach i liściach zauważył drobne skupiska maleńkich owadów.
– Przecież taki poziom emisji powinen wybić je co do jednego! – wyjąkał.
Tymczasem meszki łaziły po łodygach, jakby nic nie robiły sobie z tego, że nurzają się w śmiercionośnych oparach.
Zapomniałem założyć maseczkę! – pomyślał w panice Jan, ale zanim wybiegł ze szklarni, wyciągnął z kieszeni pęsetę i chwycił nią kilka owadów.
W laboratorium ponownie uruchomił holoskop i wrzucił meszki do próbnika. Nad stołem wyświetlił się mikroskopowy hologram.
– Hej Genetex, dlaczego meszki nie reagują na TCDD-VX emitowany przez pszenicę.
– To znakomite pytanie Janie! Obiekty nie reagują na dioksynę, gdyż same ją syntetyzują!
– Jak to, kurwa!? Meszki produkują toksynę?
– Zgodnie z moją analizą i obrazowaniem w holoskopie, tak.
– Ale przecież ja nie eksperymentowałem na tych owadach! – Nagle Dziedzic coś sobie przypomniał i dodał:
– Przeprowadź analizę pierwszej grupy kontrolnej! – Były to rośliny, nie poddane żadnym modyfikacjom genetycznym. Zamknięte pieczołowicie w odseparowanej od laboratorium specjalnej szklarni.
– Oczywiście! Analiza pierwszej grupy kontrolnej wykazuje syntetyzowaną dioksynę TCDD-VX. Skład i budowa jest identyczna jak w przypadku obiektów o zmodyfikowanym genomie.
– Ja pierdolę! Przecież to niemożliwe! – wrzasnął Jan. – Sprawdź to dwa razy!
– Oczywiście! Już uruchamiam analizę! Poczekaj cierpliwie na wyniki…
Po około dziesięciu sekundach Genetex oznajmił:
– Po przeprowadzeniu ponownej analizy, potwierdzam fakt syntezy i emisji dioksyny TCDD-VX przez obiekty zmodyfikowane oraz obiekty ze wszystkich grup kontrolnych.
Naukowiec stał bez ruchu i wpatrywał się w hologram ukazujący struktury DNA owadów ze szklarni. Po chwili milczenia odezwał się:
– Genetex, łącz mnie z Wszechpolskim Instytutem Nauk Weterynaryjnych. Z profesor Płońską.
– Oczywiście! Proszę czekać na połączenie.
Na ekranie zawieszonego na ścianie telewizora pojawiła się zmęczona twarz kobiety w średnim wieku. Profesor Płońska kasznęła kilka razy. Oddychała z wyraźną trudnością.
– Jan, to nie najlepszy moment. Jestem tutaj w środku czegoś ważnego…
– Ola! Czy spotkałaś się kiedyś z autosyntezą i emisją dioksyn u zwierząt?
Profesor Aleksandra Płońska, światowy autorytet w biologii, zbladła na twarzy.
– Jan, o czym ty mówisz? Skąd to wiesz? – wyjąkała, po czym odkaszlnęła mocno. Jej oddech wyraźnie rzęził.
– Moje rośliny produkują TCDD-VX! Najsilniejszą i najbardziej morderczą substancję na świecie!
– Wiem co to jest. – odpowiedziała Płońska. – Jesteś tego pewien? Sprawdziłeś?
– Kurwa, Ola! Jestem naukowcem jak ty. Oczywiście, że sprawdziłem! – Jan przerwał, tracąc na moment oddech. Z jego płuc dochodził niepokojący świst.
– Mieliśmy właśnie komunikat z WHO. – zaczęła cicho Płońska. – Te zgony w Wuhan, to nie wirus. Tylko dzisiaj umarło ponad sto tysięcy osób. W ciągu ostatniego tygodnia to już prawie milion.
– Jezu! Milion ofiar w jeden tydzień??? Ale co to ma wspólnego z moim pytaniem!?
– Wszystko.
– Możesz jaśniej? – burknął zdenerwowany Dziedzic.
– Wszystkie ofiary, ponad dziewięćset tysięcy ludzi w Chinach, umarły w wyniku zatrucia dioksyną TCDD-VX.
Zapadła cisza. Słychać było tylko świst i rzężenie w płucach naukowców. Nagle odezwała się Ola:
– Kiedy ostatnio wychodziłeś z laboratorium?
Jan otarł pot z czoła. Klimatyzacja nie dawała sobie rady z panującym na zewnątrz ponad czterdziestostopniowym upałem. Dość niezwykłym w połowie lutego. Nawet w piątej dekadzie dwudziestego pierwszego wieku.
– Nie pamiętam… – zająknął się. – Chyba z tydzień temu. Utknąłem na problemie z wiązaniami fosfodiestrowymi między zmodyfikowanymi nukleotydami.
– To lepiej stamtąd nie wychodź – powiedziała smutno profesor Płońska.
– Ola, co się dzieje? Coś odkryliście?
Z ekranu dobiegło ciche westchnienie.
– W wiadomościach o tym nie mówią, ale w kraju mamy ten sam problem co w Chinach. Ludzie umierają na ulicach. Zgadnij co jest powodem.
Botanik milczał. Podejrzewał jaka jest odpowiedź. Płońska ciągnęła dalej:
– Zrobiliśmy analizy. Najpierw na obiektach w Instytucie. Wszystkie zwierzęta, psy, koty, konie, krowy, w jakiś niewytłumaczalny naukowo sposób zachowują się tak samo jak twoje rośliny.
– Emitują dioksynę?
– Dokładnie, … – Ola przerwała zanosząc się napadowym kaszlem.
– Później nasi laboranci ruszyli w teren. Na wieś.
– I co? – zapytał martwym głosem Jan.
– W oborach i stajniach znaleźli żywe i zdrowe zwierzęta. W obejściach, ciężko chorych lub już martwych ludzi.
Ponownie zapadła cisza, przerywana tylko uporczywym szumem systemów filtrujących. Profesor Płońska dodała:
– Kontaktowaliśmy się z kolegami z Panameryki i całej Europy. Wszędzie te same doniesienia. Wygląda to tak, jakby cała biosfera planety chciała nas wytruć!
– Zasada przekory… – mruknął Dziedzic.
– Co? – dopytała Ola.
– Zasada przekory – powtórzył botanik. – To znaczy zasada Le Chatelier-Braun’a – poprawił się po chwili.
– Chodzi ci o zachowanie układu w stanie równowagi, gdy jest poddany zewnętrznemu czynnikowi zakłócającemu? I co? My jesteśmy tym czynnikiem?
– Biosfera dąży do homeostazy. I tak. My jesteśmy zakłóceniem równowagi. Nie widzisz co się dzieje? – Jan machnął ręką, jakby chciał pokazać niszczycielskie efekty działania człowieka.
– Od końca osiemnastego wieku – ciągnął dalej – zabijamy jedyną znaną nam w całym wszechświecie planetę, na której może istnieć życie! Przez sto lat dwudziestego wieku doszliśmy do produkcji dwudziestu czterech miliardów ton CO2 rocznie. Prawie pięćdziesiąt lat później produkujemy ponad pół biliona! Od czasu wprowadzenia doktryny trumpistów, w ciągu trzydziestu lat wyprodukowaliśmy więcej toksyn, niż przez trzysta tysięcy lat naszego istnienia!
– Prawie zabawne. Przekora biosfery oznacza zagładę człowieka… – Płońska zaśmiała się histerycznie.
– Nie rozumiem tylko – Dziedzic wrócił do poprzedniej kwestii. – Jak to jest możliwe, że zwierzęta nie umierają? Przecież ta dioksyna powinna je zabić!
– A skąd mam to wiedzieć!? A jak to możliwe, że wszystkie organizmy żywe, oprócz człowieka, produkują to gówno??? – uniosła się pani profesor.
Jan stał w milczeniu. Płońska westchnęła:
– Przepraszam cię. Wszystkim nam puszczają nerwy. Zastanawialiśmy się nad przyczyną tej selektywnej umieralności. Koledzy z Instytutu Nauk Trumpa twierdzą, że to może być związne z unikalnością ludzkiego receptora AhR. TCDD-VX wykazuje zdumiewającą zdolność łączenia się z nim.
– Ale przecież funkcja tego receptora jest identyczna u wszystkich organizmów! – zaprotestował Dziedzic. – Przynajmniej tyle pamiętam ze studiów.
– Nikt nie wie co dokładnie jest przyczyną. To dzieje się zbyt szybko. Zanim zdążymy zebrać dane, organizmy zwierząt już przechodzą kolejną fazę zmian. Modele analityczne nie nadążają, a laboratoria są przeciążone lub milkną jedno po drugim. – Płońska urwała na moment, jakby próbując złapać oddech.
– Podejrzewamy, że przez wysokie stężenie kancerogennych substancji w atmosferze, mogło dojść do masowej mutacji AhR. Jakby jakiś nieznany mechanizm sprzężenia epigenetycznego przebudził się we wszystkich organizmach. Poza ludźmi.
– Świat się dogadał za naszymi plecami – mruknął. – Nadal nie potrafię wytłumaczyć kwestii samoistnej syntezy toksyny.
– Nie ty jeden. I nie wiem czy ktokolwiek zdąży to zrobić. – W oczach profesor Płońskiej pojawiły się łzy. – Obawiam się mój drogi, że to koniec i…
Połączenie zakończyło się nagle.
Jan utkwił wzrok w ekranie, jakby czekał, że jego koleżanka pojawi się ponownie. Tym razem z lepszymi informacjami. Podwieszone pod sufitem lampy zamigotały i zgasły.
– Janie! Nastąpił spadek mocy w laboratorium. W kraju wybuchł kryzys energetyczny i grozi pełen blackout. Zgodnie z zaleceniami przekazanymi przez wszechpolską inteligencję Husar.ai, należy natychmiast zabezpie…
Głos Genetex’u się urwał. Dziedzic próbował bezskutecznie włączyć narodowy kanał informacyjny. Nie było prądu.
Czy już wszyscy na zewnątrz umarli? Czy to naprawdę tak ma się skończyć? – Jan poczuł jak wszystkie włosy stają mu dęba.
Brzęczenie filtrów w klimatyzacji ucichło.
W pomieszczeniu słychać było wyłącznie powolne rzężenie oddechu naukowca.