Mantra

MANTRA

Jola prawie nie spała. Przewracała się z boku na bok, a głowę miała pełną dedlajnów i targetów. Uspokoiła się dopiero około szóstej rano i w końcu zasnęła. Zerwała się o w pół do dziewiątej.

– Jasna cholera! – wrzasnęła. – Znowu się spóźnię!

Gdy wbiegła do biura, zdyszana z pośpiesznie nałożonym makijażem, zegar nad recepcją pokazał dwadzieścia po dziewiątej. Przemknęła korytarzem, ignorując spojrzenia współpracowników, i wcisnęła się w fotel w niewielkim kubiku. Włączyła komputer i zalogowała się do korporacyjnej sieci. Zerknęła wokół siebie. Wszyscy skupieni byli na pracy. Jej wzrok napotkał czyjeś złośliwe spojrzenie. Jola poczuła strach, widząc że jej szefowa wstaje od biurka i idzie w jej kierunku.

– Znów byłaś u lekarza? – rzuciła jadowicie Aneta.

– Nie, musiałam siostrzeńca odstawić do przedszkola – Jola rzuciła pierwsze z brzegu kłamstwo.

– No jasne. – Szefowa spojrzała wzgardliwie na podwładną. – To trzeci raz w tym miesiącu. Spóźnij się jeszcze raz i wylatujesz!

– To się już nie powtórzy – zapewniła dziewczyna.

– Szkoda, chętnie bym cię wylała. Daj mi tylko powód – ostatnie słowa Aneta wysyczała do ucha struchlałej Joli.

Nie cierpiała tej pracy. W zasadzie to głównie swojej przełożonej, która robiła jej z życia piekło. Nic, co robiła nie mogło zadowolić Anety. Ciągłe pretensje i wdrażane działania naprawcze wbijały Jolę w nieustający stres. Nie mogła spać ani oderwać myśli od pracy. Paraliżował ją strach przed wyjściem do biura.

Drgnęła, gdy poczuła czyjąś rękę na ramieniu.

– O co ta zimna cipa się tym razem czepia? 

Agnieszka. Koleżanka z działu. Jola podniosła wzrok i spojrzała na nią wilgotnymi od łez oczami.

– Spóźniłam się i Aneta powiedziała, że mnie wyleje – wyszeptała.

– Olej tę biurwę. Wszystkim tak mówi. I kto niby miałby robić te jej targety gdyby nas zwolniła.

Agnieszka usiadła na fotelu obok Joli i przyjrzała się jej uważnie.

– Źle wyglądasz kochana. Co się dzieje?

Jola pociągnęła nosem i otarła mokre oczy rozmazując przy okazji makijaż.

– Jestem kompletnie rozbita. Od tych ciągłych pretensji Anety nie mogę spać. Czego bym nie robiła to wszystko jest źle! – poskarżyła się Agnieszce.

– Powinnaś trochę przystopować bo jakiejś deprechy dostaniesz. Zobacz na mnie, pełen luz i spokój – dziewczyna uśmiechnęła się do Joli.

– Jak ty to robisz? Przecież ta menda też ciebie się czepia codziennie.

– Medytuję. Mówię ci, totalny reset! Odnajdujesz swoją wewnętrzną siłę i masz wyjebane na cały świat. Wyleją mnie z pracy? To znajdę inną! Dają mi nierealne targety? A niech się walą! As simple as that!

– Też bym tak chciała – westchnęła Jola. – Ale nie wiem jak robi się taką medytację.

– Nie musisz wiedzieć. Jest taka super apka, która poprowadzi cię za rękę. Wystarczy wykonywać komendy.

Agnieszka wyciągnęła telefon i kliknęła jakąś ikonkę.

– Zobacz sama. PrepareMe. Uruchamiasz i aplikacja mówi ci co masz robić.

Jola spojrzała z powątpiewaniem na smartfon. 

– Mogę spróbować.

– Koniecznie! Zobaczysz, wszystko się zmieni. Tylko rób medytację wieczorem. Będziesz spała jak kamień, a rano obudzisz się gotowa, żeby dać tej pindzie kopa w dupę – roześmiała się Aga.

***

Tego samego dnia wieczorem Jola uruchomiła aplikację. Nie do końca wierzyła w entuzjastyczne zapewnienia Agnieszki. Po prostu musiała spróbować czegokolwiek, co stłumi choć na chwilę ten duszący ścisk w klatce piersiowej.

Apka poprosiła o dostęp do mikrofonu i aparatu. Jola zaakceptowała wszystkie żądania bez czytania regulaminu.

„Upewnij się, że jesteś w ciemnym, zamkniętym pomieszczeniu. Usiądź na podłodze. Zamknij oczy. Powtarzaj za głosem.”

Głos był ciepły, powolny, jakby znał każdy napięty nerw w jej ciele. Jola zrobiła wszystko, jak kazano. Po kilku minutach był tylko jej głos, monotonnie powtarzający jedną frazę.

Na-sa-ta-na-da-za-zas, na-sa-ta-na-da-za-zas, na-sa-ta-na-da-za-zas

***

Następnego dnia Jola obudziła się świeża i wypoczęta. Czuła spokój i siłę. Spojrzała na zegarek. Była siódma rano. Miała godzinę na spokojne przygotowanie się do konfrontacji z korporacyjnym piekłem.

            Do biura dotarła przed dziewiątą. Wjechała na siódme piętro i skierowała się prosto do kuchni. Przygotowała sobie mocną kawę i poszła do swojego kubika. Po korytarzach kręciło się kilka osób. Jola z uśmiechem dotarła na miejsce i usiadła przy biurku. Włączyła komputer i uruchomiła program pocztowy. W skrzynce zalegały nieprzeczytane wiadomości z poprzedniego dnia. Zaznaczyła wszystkie i usunęła. Skoro były z wczoraj, to znaczy, że nie są już jej problemem.

Rozglądała się z wyczekiwaniem za Agnieszką. Chciała opowiedzieć jej o swojej wczorajszej sesji z PrepareMe. Czuła się wprost wspaniale. Ani śladu stresu i bólu żołądka, który towarzyszył jej nieprzerwanie od kilku miesięcy. Ta aplikacja uratowała jej życie!

Dochodziło południe, a Agnieszki ciągle nie było w pracy. Jola postanowiła zadzwonić do niej. Czekała na połączenie dobrych parę sekund, ale usłyszała tylko abonent jest niedostępny.

Może się rozchorowała?

Aneta krążyła wokół Joli, co chwile rzucając jakieś kąśliwe uwagi. A to, że raport miał złą czcionkę, a to że obrazki w prezentacji miały złą kolorystykę. Jola wszystko ignorowała i skupiała się na pracy. Myślami była już przy wieczornej medytacji. 

Chciała zapytać Agnieszkę o jedną rzecz, która odrobinę zaniepokoiła Jolę. Pod koniec sesji miała wrażenie, że słyszy coś. Jakieś przytłumione dźwięki, trochę przypominające szepty. Była skupiona na powtarzaniu mantry, ale mogła przysiąc, że coś towarzyszyło jej recytacji.

Około siedemnastej wyłączyła komputer i zebrała się do wyjścia. Drogę jej zagrodziła Aneta.

– Dokąd to się księżniczka wybiera?

Jola spojrzała z uśmiechem na przełożoną i powiedziała:

– Do domu kochana.

Anetę wyraźnie zatkało. Zagotowała się i wrzasnęła:

– A raport 4K-5 to kto zrobi? Ma być gotowy na jutro rano!

– Sprawdzałaś skrzynkę? No tak, chyba nie miałaś czasu, bo ciągle kręcisz się przy moim boksie. – Jola z satysfakcją cedziła słowa.

Aneta wyszarpnęła z kieszeni spodni telefon. Zaczęła gmerać w nim, aż w końcu zobaczyła wiadomość od podwładnej:

Raport 4K-5 za marzec 2025.

– Nie ma za co – rzuciła Jola i poszła w kierunku wind.

Wściekła Aneta stała na korytarzu gapiąc się na plecy dziewczyny.

***

Wieczorem, przed rozpoczęciem medytacji Jola spróbowała ponownie skontaktować się z Agnieszką. Znowu usłyszała informację o niedostępnym abonencie. Było to dziwne. Napisała do niej wiadomość SMS. 

Zamknęła pokój i zgasiła światło. Zaciągnęła zasłony i usiadła na podłodze. Odetchnęła głęboko. Włączyła aplikację i zamknęła oczy. Z podłączonych do telefonu głośników bluetooth popłynęła nastrojowa muzyka.

– Jesteś odprężona? Oddychaj powoli. Czterosekundowy wdech, cztery sekundy – przytrzymanie powietrza, powolny wydech…

Jola posłusznie wykonywała polecenia aplikacji. 

– Przygotuj się. Zaczynamy mantrę… trzy, dwa, jeden

Dziewczyna zaczęła mruczeć słowa w nieznanym jej języku:

Na-sa-ta-na-da-za-zas, na-sa-ta-na-da-za-zas, na-sa-ta-na-da-za-zas

„Byłaś, jesteś, będziesz, na zawsze… moja…”

Jola otworzyła oczy i przerwała recytację. 

Co to do cholery było? – pomyślała z lękiem i rozejrzała się po pomieszczeniu. Miała wrażenie, że słyszy te same szepty co poprzedniego wieczoru. Tym razem jednak, były wyraźniejsze. 

– NIE PRZERYWAJ MEDYTACJI! – z głośników dobiegł gniewny, ochrypły 

głos.

Posłusznie zamknęła oczy, ale cały nastrój prysł. Odprężenie, jakie ją ogarniało zniknęło, a zamiast niego pojawił się niepokój. Czuła czyjąś obecność. To było ulotne wrażenie, jakby ktoś się na nią uporczywie patrzył. Uniosła jedną powiekę i ostrożnie spojrzała na stojące pod ścianą lustro. Widziała tylko czerń. 

 Zamknij oczy. Wsłuchaj się w swoje wnętrze…

Dziewczyna oddychała miarowo. Próbowała zestroić mantrę z rytmem swojego serca. Powoli się uspokajała. W jej głowie wybrzmiewały recytowane słowa:

Na-sa-ta-na-da-za-zas, na-sa-ta-na-da-za-zas, na-sa-ta-na-da-za-za

***

Jola obudziła się z pustką w głowie. Czuła się wyspana, ale nie pamiętała nic z poprzedniego wieczoru. Jakby urwał się jej film. Chwilę się zastanawiała, co mogło być tego przyczyną. W końcu wzruszyła ramionami i poszła pod prysznic.

            Wchodząc do biura zapytała recepcjonistkę, czy Agnieszka przyszła do pracy. Niestety, niczego się nie dowiedziała. Od wczoraj próbowała się z nią bezskutecznie skontaktować. Pomyślała, żeby przepytać inne dziewczyny z działu. 

            Może podczas porannej kawy w kuchni? – pomyślała czekając na windę.

            Ale w kuchni nikt nic nie wiedział. Postanowiła zapytać Anetę. Od czasu sesji z apką PrepareMe, myśl o rozmowie z szefową nie napawała ją obezwładniającym strachem.

            – Cześć! – rzuciła do przełożonej. – Czy Agnieszka jest na urlopie albo w delegacji?

            Aneta uniosła na Jolę wzrok:

            – A ty skąd się urwałaś? Przecież Agnieszka zniknęła miesiąc temu! 

            – Jak to zniknęła!? Przecież rozmawiałam z nią przedwczoraj!

            – Czy ty coś ćpasz? – Aneta spojrzała podejrzliwie na podwładną.

            Jolę zatkało. Jak ta wredna pinda mogła coś takiego zasugerować!? Otworzyła usta, żeby się odgryźć, ale szefowa machnęła ręką.

            – Zresztą nieważne. Od miesiąca zauważyłam u ciebie wyraźną poprawę. Więc jak coś bierzesz to bierz dalej. Bylebyś tutaj jakiegoś cyrku nie odstawiła. I dzięki za tą apkę do medytacji. Wczoraj spróbowałam i działa rzeczywiście super. 

Tu nastąpiło coś na co Jola nie była gotowa. Aneta obdarzyła ją miłym uśmiechem i dodała: 

– A, i przygotuj mi 4K-5 za kwiecień. – Wstała od biurka i poszła korytarzem w kierunku działu kadr.

Dziewczyna stała jak skamieniała.

Jak to za kwiecień? Przecież wczoraj jej wysłałam marcowy raport.– W głowie Joli była gonitwa myśli.

Wyciągnęła telefon. Zrobiło się jej czarno przed oczami. Na ekranie zobaczyła datę szósty maja. 

Zachwiała się i oparła o ścianę. Poczuła, że rozpada się na tysiące małych kawałeczków. Z jej życia zniknął cały miesiąc!

Muszę zrobić medytację, muszę odmówić mantrę…

Wróciła biegiem do biurka i zabrała torebkę. Idąc w stronę wind mamrotała pod nosem:

Na-sa-ta-na-da-za-zas, na-sa-ta-na-da-za-zas, na-sa-ta-na-da-za-za

Dojechała metrem do domu. Wbiegła do mieszkania, zgasiła światła i zasunęła zasłony. Uklękła na podłodze. Włączyła aplikację. Nie przerywała recytacji:

Na-sa-ta-na-da-za-zas, na-sa-ta-na-da-za-zas, na-sa-ta-na-da-za-zas

„Jesteś gotowa, jesteś już moja, jesteś…”

Nagle wśród szeptów wybił się rozpaczliwy krzyk:

„Uciekaj Jola! Uciekaj!”

Rozpoznała ten głos, chociaż pamiętała go nieco inaczej. Na codzień był pełen kpiącej ze świata radości. Teraz, przepełniał go ból i przerażenie.

Na-sa-ta-na-da-za-zas, na-sa-ta-na-da-za-zas, na-sa-ta-na-da-za-za

Nie muszę uciekać, jest mi tu dobrzejestem gotowa…

Na-sa-ta-na-da-za-zas, na-sa-ta-na-da-za-zas, na-sa-ta-na- …

W pokoju nie było już nikogo. 

Ciszę zakłócało jedynie bzyczenie zabłąkanej muchy.

Dodaj komentarz