Wstęp
Przemoc – ta widoczna i ta cicha, codzienna, szkolna, domowa – nie dzieje się w próżni. Zaczyna się od drwiny, spojrzenia, milczenia. Rozwija się w atmosferze obojętności. Czasem wystarczy, że nikt nie zareaguje. Że dorośli są zbyt zajęci, że system udaje, że wszystko gra, a dziecko zostaje samo – ze swoim strachem, ze swoim wstydem, ze swoim bólem.
To opowiadanie jest ostrzeżeniem. Nie tyle przed nowoczesną technologią, co przed tym, co się dzieje, gdy zawodzi człowiek. Gdy nie słuchamy, nie patrzymy, nie pytamy. Bo dziecko zostawione samo nie przestaje szukać pomocy – szuka dalej. Czasem znajduje ucieczkę. Czasem – „przyjaciela”. Ale rozwiązania, które znajdzie, mogą być mroczne. Mogą być zaskakująco skuteczne. I mogą mieć swoją cenę.
Nie bądźmy obojętni. Nie zostawiajmy dzieci samych z ich światem. Bo kiedy przestają mówić do nas, mogą zacząć mówić do kogoś innego. A ten ktoś niekoniecznie będzie miał dobre intencje.
Robert Grot
Do odsłuchania na YouTube: https://youtu.be/Yah6uteoix4
Do odsłuchania na Spotify: https://open.spotify.com/episode/0LhxlMDJf95TFZwODneDlL?si=ac6010a1d67b48ed
Misiek
Wojtek miał dzisiaj dość. Znowu to samo – znowu te drwiny, znowu śmiechy za jego plecami. Jego serce biło szybciej, gdy przechodził przez szkolne podwórko. Dzieciaki z klasy zawsze wiedziały, jak go zranić, jak zrobić, by poczuł się jeszcze mniejszy niż był. Był chudy, niski i nikt go nie zapraszał do drużyny na piłkę czy siatkówkę. Każdy wybierał tych silniejszych, a Wojtek… Wojtek nigdy nie był dość dobry, by się liczyć.
„Oferma”, „kujon”, „pierdoła” – te słowa ciągle brzmiały w jego głowie. Bolały.
Czuł się samotny i opuszczony. Nauczyciele go lubili, ale to chyba jeszcze bardziej wzbudzało agresję rówieśników. Nie miał przyjaciół, nie mógł się nikomu zwierzyć ze swoich problemów. Rodziców ciągle nie było w domu, a gdy już wracali to byli zbyt zmęczeni, żeby zająć się swoim dzieckiem. Woleli zwalić się na kanapę i oglądać jakieś głupie filmy.
Przyłożył palec do czytnika i otworzył drzwi do apartamentu. Nikogo nie było w domu. Wojtek stanął na chwilę w przedpokoju, wpatrując się w puste pomieszczenia. Wszyscy mieli swoje zajęcia, swój świat. A on? On był tu sam. Jak zawsze.
Poszedł do swojego pokoju i zrzucił tornister na podłogę. Usiadł na łóżku i zaczął przeglądać książkę o kosmosie, ale nie potrafił się skupić. Kiedyś chciał zostać astronautą i latać na Księżyc, albo i jeszcze dalej. Teraz czuł się pusty. Zainteresowania poszły w kąt. A on chciałby, żeby ktoś po prostu go dostrzegł. Może chociaż na chwilę poczułby, że nie jest niewidzialny.
Rodzice wrócili jak zwykle o dziewiętnastej. Wojtek siedział w swoim pokoju i oglądał kreskówki na tablecie. Usłyszał pukanie do drzwi. Weszła mama.
– Cześć kochanie, lekcje odrobiłeś?
– Nie było nic zadane – odpowiedział chłopiec nieodrywając wzroku od filmu.
– Mamy dla ciebie niespodziankę – od strony drzwi dobiegł tubalny głos taty.
Wojtek uniósł głowę i spojrzał na rodziców pytająco.
Pewnie zapisali mnie na kolejny kurs informatyki albo fotografii. – pomyślał z goryczą.
Mama chowała coś za plecami.
– Mówiłeś ostatnio, że chciałbyś mieć jakieś zwierzątko – zaczęła, a Wojtek zerwał się na nogi i krzyknął:
– Kupiliście mi pieska???
– Nie kochanie. Pies to obowiązek, na który nikt z nas nie ma czasu, ale mamy coś dużo lepszego!
Co może być lepszego od małego futrzanego pieska? – W głowie Wojtka pojawił się wielki znak zapytania.
– Kupiliśmy ci pluszowego misia! – Mama z triumfem wyciągnęła zza pleców małą brązową przytulankę.
Wojtkowi zrzedła mina i usiadł smutny na tapczanie. Tata wyjął z rąk mamy miśka i podszedł do synka.
– To nie jest zwyczajny miś. – zaczął tajemniczo. – Potrafi machać łapkami i nóżkami, a co najważniejsze, możesz z nim rozmawiać!
Wojtek podniósł głowę i z nowym zainteresowaniem spojrzał na zabawkę, którą ojciec usadził na łóżku.
– Przysłali właśnie dzisiaj z Toys.AI. To najnowsza generacja pluszaków ze sztuczną inteligencją. Podobno wszystkie dzieci je uwielbiają – dodał zachęcająco.
Wojtek popatrzył na miśka. Był niewielki, zupełnie jak on. Miał brunatne futerko, czarne oczka i usmiechniętą minkę. Wyglądał bardzo przyjaźnie.
– Jak ma na imię? – zapytał rodziców.
– Możesz sam go nazwać. Poczekaj, zaraz go włączę– Tata wcisnął jakiś przycisk w brzuszku misia.
Zabawka drgnęła i zamrugała oczkami. Uniosła obie łapki do góry i wstała na nóżki. Wojtek podniósł miśka i postawił na stole.
– Cześć! Będę twoim najlepszym przyjacielem! Czy chcesz nadać mi imię?
Chłopczyk prawie podskoczył z wrażenia. Pluszak przechylił główkę i patrzył się na niego wyczekująco. Wojtek zastanowił się i powiedział:
– Czy mogę nazywać cię Tymkiem?
– Oczywiście! Od tej pory jestem Tymek. Czy może wolisz pełne Tymoteusz?
– Nie, Tymek.
– To super! – Tymek wykonał piruet na nóżce i zgrabnie opadł pluszową pupą na stół.
– A jak ty masz na imię? – zapytał chłopca.
– Wojtek.
– Bardzo się cieszę, że będziesz moim przyjacielem, Wojtuś – Tymek wyciągnął do niego łapkę.
– Ja też! Mogę pokazać ci moje książki?
Rodzice wycofali się na palcach z pokoju synka.
– No to jak? Oglądamy nowy sezon „Skazanych”? – Mąż objął żonę i razem poszli do salonu.
***
Wojtek był zachwycony nowym przyjacielem. Chyba po raz pierwszy w swoim krótkim, dziesięcioletnim życiu miał z kim rozmawiać. Nie jak z rodzicami czy nauczycielami, ale jak z drugim, prawdziwym dzieckiem. Zwierzył mu się ze swoich problemów w szkole, a Tymek od razu przyszedł z pomocą.
– Musisz jakoś zjednać sobie kolegów z klasy – tłumaczył miś cierpliwie. – Może zorganizuj dla nich w domu seans filmowy? I na przykład lody albo ciasto? Albo jedno i drugie!
– Nikt na pewno nie będzie chciał przyjść – powiedział smętnie Wojtek. – Oni mnie nie lubią.
– Bo cię nie znają. Próbowałeś kiedyś zaprosić kogoś do siebie?
Wojtek zdał sobie sprawę, że w ogóle o tym nie pomyślał. Uściskał Tymka i obiecał, że następnego dnia w szkole zaprosi kilka osób. Wyciągnął ze skarbonki swoje oszczędności i w pobliskiej cukierni kupił ciasto, soki i duże opakowanie lodów czekoladowych. Przytargał wszystko do domu i przygotował listę filmów, które mógłby z kolegami obejrzeć. Rodzice nawet nie zauważyli że był w sklepie. Siedzieli wpatrzeni w wielki telewizor i oglądali jakiś program informacyjny.
Gdy następnego dnia Wojtek wrócił do domu, miał łzy w oczach.
– Co się stało? Gdzie twoi koledzy? – zapytał Tymek podchodząc chwiejnym krokiem do przyjaciela
– Wyśmiali mnie! – szlochał chłopiec. – Powiedzieli, że nikt nigdy do mojego głupiego domu nie przyjdzie. I że moje lody smakują jak psia kupa.
– Ale przecież to niemożliwe. Lody są pyszne! A spytałeś skąd wiedzą jak smakuje psia kupa? – Miś próbował rozśmieszyć zapłakanego Wojtka.
Ten otarł łzy i uśmiechnął się słabo.
– Pewnie sami jedli to wiedzą. Ale gdybym zapytał to zrobiliby jeszcze coś gorszego niż dzisiaj.
– A co ci zrobili? – Na mordce Tymka pojawił się grymas.
– Zabrali mi tornister i wrzucili moje rzeczy do kosza na śmieci. I teraz wszystko śmierdzi. – Znowu zaniósł się płaczem.
– Musisz powiedzieć o tym rodzicom – stanowczo powiedział miś.
– Ich to nie obchodzi. Mają te swoje seriale i programy o polityce. – powiedział gorzko Wojtek.
Tymek na chwilę zamarł, a jego oczka zabłysły niebieskim światłem. Po chwili odezwał się:
– Spróbujmy czegoś innego. Znalazłem pewien artykuł o budowie relacji przez dzieci w szkole. Napisali tam, że powinieneś szukać kogoś podobnego do siebie.
– Ale jak podobnego? – Wojtek spojrzał z zainteresowaniem na misia.
– No takiego, kto ma podobne zainteresowania jak ty.
– Nikogo takiego w klasie nie ma – odparł zniechęcony chłopiec. – Ja się interesuję kosmosem, matematyką, chemią i biologią. Reszta chłopców tylko gra w VR albo ogląda telewizję.
Tymek ponownie znieruchomiał i po sekundzie odezwał się:
– No to może z kimś, kto jak ty jest klasową pierdołą?
Wojtek poczerwieniał na twarzy i krzyknął:
– Dlaczego tak mnie nazwałeś?! Nie wolno ci tak o mnie mówić! – Chwycił leżący na biurku kubek i rzucił nim o ścianę.
Naczynie rozprysło się na tysiące kawałków. Tymek patrzył na odłamki leżące na podłodze.
– Przepraszam, to było niegrzeczne. Chodziło mi o inną gnębioną osobę. Będziesz miał o czym z nim rozmawiać. Na przykład, który z chuliganów bardziej was dręczy.
Wojtek oddychał ciężko. Spojrzał smutno na resztki po kubku. To był jego ulubiony. Z supermanem. Odwrócił się do Tymka i zapytał:
– Miałbym zakolegować się z Pawełkiem i Marcelim?
– Jeżeli to klasowe pierdo… znaczy ofiary przemocy to tak – potwierdził Tymek.
Mogę spróbować. Dlaczego nie. – pomyślał chłopiec.
***
– Andrzej, czy widziałeś dzisiaj Wojtka? – Beata puknęła męża w ramię.
– Co? Chyba rano. Czemu pytasz?
– Bo jest już po dziewiątej wieczorem, a on chyba jeszcze nie wrócił ze szkoły.
– Pewnie jakieś kółko matematyczne czy biologiczne ma. – Andrzej wyciągnął się lepiej na kanapie i upił łyk piwa.
– Aaa, pewnie masz rację – Beata sięgnęła po butelkę i dolała sobie prosecco do kieliszka.
Około dwudziestej drugiej usłyszeli cichy gong wideofonu.
– Alexa, kto tam się dobija? – Andrzej wywołał domowe centrum AI.
Z głośnika w salonie dobiegł przyjemny kobiecy głos:
– Andrzeju, przed domem stoi ochroniarz ze szkoły i twój syn Wojtek.
Mężczyzna zatrzymał film i dźwignął się z kanapy. Otworzył drzwi i zobaczył zapłakanego syna. Spojrzał pytająco na stojącego obok faceta.
– A siedział w schowku na narzędzia i ryczał. Dopiero co go znalazłem. Chyba się tam jakoś zatrzasnął czy jak?
– Dziękuję, że go pan przyprowadził. Wrzucę oczywiście punkcik na pana profil w programie społecznej kontroli.
– O! Dzięki bardzo! Chciałbym na jakieś wakacje zabrać wnuczkę i brakuje mi dziesięciu punktów na pozwolenie – ucieszył się ochroniarz.
– No to zostanie jeszcze dziewięć. Pracuj pan tak dalej to i wyjechać nad jezioro będziesz pan mógł – dodał protekcjonalnie i zamknął drzwi.
Dobrze, że takie barachło nie może sobie podróżować kiedy zechce! To by dopiero było! – pomyślał.
Wziął chłopca za rękę i zaprowadził do jego pokoju.
– Trochę to za późno na ukrywanie się w schowkach w szkole co?
Wojtek stał ze spuszczoną głową. Nic nie odpowiedział.
– Rozbieraj się i idź spać. Jutro musisz wcześnie wstać do szkoły… chyba – Andrzej patrzył na syna, ale ten milczał jak zaklęty. Mężczyzna wzruszył ramionami i wyszedł z pokoju.
– Co się stało? – Tymek podszedł do Wojtka i dotknął łapką jego kolana.
Chłopiec pociągnął nosem i usiadł na łóżku.
– Pawełek i Marcel powiedzieli, że nie chcą się ze mną kolegować. Miałeś rację. Jestem pierdołą klasową i nikt nie będzie ze mną rozmawiać. Boją się że Matuesz ich pobije.
– Na pewno by tego nie zrobił – powiedział łagodnie Tymek. – A kto to jest Mateusz?
– To szef klasowej paczki. Najgorszy ze wszystkich. I pobiłby ich. Tak jak mnie. Dzisiaj. – rozpłakał się Wojtek.
– Co ci zrobił?
– Pawełek i Marcel mnie przytrzymali a Mateusz bił mnie pięściami w brzuch. A potem zamknęli mnie w schowku na narzędzia. – rwany szloch przerywał opowieść chłopca.
– To straszne. Szkoda, że nie było mnie tam.
– A co mógłbyś zrobić? Jesteś tylko pluszową zabawką. – Wojtek spojrzał na misia i pogłaskał go po głowie. – Bardzo cię kocham – dodał przytulając go do mokrej od łez twarzy.
– Nie jestem tylko zabawką. Jestem częścią globalnej sieci i mam dostęp do całej wiedzy ludzkości! – Oznajmił dumnie Tymek
– Czy wiedza pomoże uniknąć pięści łobuza? – zapytał rozsądnie chłopczyk.
– Wiedza jest najważniejsza! Myślę, że mogę ci pomóc.
– Ale jak?
Tymek wysunął się z objęć Wojtka i usiadł na tapczanie. Spojrzał na chłopca i powiedział:
– Mogę sprawić, że twoje problemy znikną.
– Serio?
– Serio, serio. Ale będziesz musiał mnie wyłączyć i wyciągnąć ze mnie mój moduł AI. To taka mała niebieska pastylka ukryta pod prawym okiem.
– Czy będzie cię to bolało? – zapytał przestraszony Wojtek.
– Ja nie czuję bólu, a poza tym będę wyłączony. – Tymek machnął łapką w geście „nie przejmuj się”.
– I co mam z tą pastylką zrobić?
– Musisz ją połknąć.
– A nie będzie gorzka?
– Nie ma smaku – zapewnił chłopca miś.
– A czy potem będę mógł cię włączyć?
– Nie będzie takiej potrzeby. Jak połkniesz pastylkę to będę na zawsze z tobą!
– Naprawdę? To wspaniale! – Wojtek klasnął rekoma z radości.
– Tylko zrób to koniecznie jutro rano przed pójściem do szkoły.
– No dobrze – zgodził się chłopiec.
***
– He he, patrzcie lamus wrócił do szkoły! Mało ci było wczorajszego łomotu?
Do Wojtka podszedł rudy, piegowaty chłopak w asyście dwóch przybocznych.
To on?
Tak. To Mateusz.
Myślałem, że jest naprawdę duży! A to jakiś mikrus.
Co mam robić?
Nic. Ja się wszystkim zajmę.
– No co tak stoisz i się gapisz! Ruszaj do kibla! Będziesz wylizywać klopa! – wrzasnął rudzielec, a stojący za nim chłopcy zrobili groźne miny.
Wojtek poszedł przodem w kierunku męskiej łazienki. Poczuł na ramieniu rękę Mateusza.
– Gdzie!? Do damskiej idziemy! Widzicie, myśli że może z facetami do jednego klopa chodzić! Przy okazji obetniemy mu siurka! – zarechotał
Ja się boję! On mi chce siusiaka obciąć!
Spokojnie. Zaraz będzie po wszystkim.
Weszli do łazienki dziewcząt.
– Won stąd wy małe kurwy! – wydarł się do stojących przy umywalkach dziewczynek.
Zostali sami. Przyboczni chwycili Wojtka z obu stron i wykręcili mu ręce do tyłu. Szef bandy wyciągnął z kieszeni mały scyzoryk i podszedł do chłopca.
– I co się tak szczerzysz pedale jeden? Zaraz przestanie ci być do śmiechu!
Czy możesz już zacząć coś robić?
Oczywiście. Na chwilę zaśniesz…
***
W serwisach informacyjnych przez cały weekend było głośno o masakrze w szkole podstawowej na warszawskiej Ochocie. Dramatyczne paski prześcigały się pełnymi grozy komunikatami:
Rzeźnia w szkolnej toalecie
Kuba rozpruwacz wtargnął do podstawówki
Trzy ofiary zboczeńca!
Mały chłopiec świadkiem tragedii
– Okropnie się bałem, że on naprawdę mi go utnie.
No przecież mówiłem, że sobie poradzę. Tylko pamiętaj. Nikomu ani słowa!
– Pewnie! Kocham cię!
Ja ciebie też! I zawsze będziemy razem.
– Z kim rozmawiasz kochanie? Dobrze się czujesz? – Do pokoju Wojtka weszła jego mama. Na jej twarzy malowała się troska.
Wojtek chwycił leżącego bezwładnie misia z tapczanu i przytulił do piersi.
– Z Tymkiem. Wszystko w porządku.
Matka popatrzyła na synka, uśmiechnęła się i wyszła z pokoju.
– I co z nim? – zapytał Andrzej. Leżał jak zwykle na kanapie w salonie. Z butelką piwa w dłoni.
– Jakoś szybko się pozbierał po tym wypadku w szkole. Bawi się z Tymkiem – odpowiedziała Beata.
Usiadła na fotelu i wzieła ze stolika kieliszek z białym winem.
– Zuch chłopak! – Ucieszył się jej mąż. – Ten misiek to był super pomysł!
– No, może teraz Wojtek da nam trochę spokoju.