Wylęg

Jarek Krupiński spojrzał na zegarek. Dochodziło południe. Westchnął cicho. Od dwóch godzin uczestniczył w sesji rady miasta Brodzieje i zastanawiał się, dlaczego otaczają go sami idioci. Ta miejscowość umierała. Potrzebowała jakiegoś impulsu, rozwoju, zmiany! A te barany ciągle dyskutują i się kłócą: To wszystko wina SiK! OK to lewacka piąta kolumna!

Krzysztof Jędrak, radny SiK – największej partii opozycyjnej o pompatycznej nazwie Sprawiedliwość i Kara, grzmiał z mównicy:

– SiK nigdy nie zgodzi się, żeby patronem rynku został jakiś tęczowy pedał!

– A Obywatele Kompromisu nie pozwolą na uhonorowanie mordercy białoruskich dzieci! – wrzasnał Andrzej Mrówka z partii OK.

Dyskusja, a raczej pyskówka dotyczyła decyzji o zmianie nazwy rynku w Brodziejach. Wszyscy byli zgodni, że czas najwyższy aby patronem najważniejszego placu w mieście przestał być peerelowski dygnitarz, ale na tym jednomyślność radnych kończyła się. Obie największe frakcje partyjne próbowały przepchnąć swoją wersję uchwały, a ludzie tacy jak Jarek – radny niezależny – przyglądali się temu z niechęcią i zażenowaniem.

To miasto potrzebuje prawdziwej zmiany! – myślał Krupiński – Czegoś, co spowoduje, że będzie na ustach wsystkich!

W „Gazecie Samorządowca” przeczytał informacje o rozpoczętym przez rząd programie „NIEPOKONANI 2030”. Chodziło o stworzenie najlepiej wyszkolonej, najbardziej odpornej armii w Europie. Oficjalnie – modernizacja wyposażenia, ale w artykule pojawiły się też domysły dziennikarzy o modyfikacjach genetycznych, stymulantach nowej generacji i inżynierii biologicznej. Media huczały od domysłów, ale dla Jarka to nie miało znaczenia. Gdyby tak on mógł zrobić coś, o czym pisano by w gazetach. O tym jak Brodzieje z nieznanego nikomu miejsca stają się krajową perłą. Może przemysłową, albo turystyczną…

A w Brodziejach działo się niewiele. Czasem pies obszczał pomnik, wzbudzając oburzenie radnych SiK. Czasem babcia Halina znalazła muchomora w ogródku i dzwoniła do straży miejskiej. A czasem dzieciaki podpaliły kosz na śmieci pod szkołą albo jakiś pijak zasnął na rynku z torbą pełną powyginanych puszek po piwie. Ale generalnie – nuda. 

W kieszeni poczuł wibrację komórki. Jarek rozejrzał się, czy nikt go nie obserwuje i wyciągnął telefon. Przyszła poczta. Kliknął powiadomienie i przeczytał treść emaila.

Tytuł brzmiał: „Rozwiń skrzydła swojego miasta z ParadiseGen!”

Radny omiótł wzrokiem treść wiadomości i wciągnął głośno powietrze z wrażenia. Jakby ktoś czytał jego myśli! Nieznana mu firma oferowała dla jego miasta ratunek! Możliwość wyrwania się z szarej nudy i nadanie nowego tempa Brodziejom! 

Nareszcie! Na to właśnie czekałem! – pomyślał uradowany.

– I w ten właśnie sposób najlepiej uhonorujemy nasze piękne miasto i nadamy mu nowego znaczenia w kraju! – Dokończył swoją długą tyradę Krzysztof Jędrak. Kilkoro zebranych nagrodziło wystąpienie radnego skąpymi oklaskami.

            A gówno prawda! Zobaczycie dopiero, co to znaczy prawdziwy przełom!

W głowie Krupińskiego zaczął rysować sie plan.

***

Przez kolejne dni Jarek korespondował z ParadiseGen. To co mu zaproponowali, przeszło jego najśmielsze oczekiwania. Na dodatek, wszystko finansowała firma, a jedynym beneficjentem miały być Brodzieje! Krupiński nie mógł uwierzyć w to, że spełniło się jego marzenie. Teraz musiał tylko przekonać pozostałych radnych do wsparcia jego projektu.

Na kolejną sesję rady miasta zaplanowano osiemnaście punktów. Jarek z niecierpliwością czekał na swoją kolej. Ponownie, najbardziej zagorzałe wystąpienie dotyczyło nazwy rynku.

No ile można trzepać ten sam temat! – zżymał się w duchu Krupiński.

Miętoszone przez niego kartki z projektem uchwały powoli zaczynały wyglądać jakby zostały wyrwane psu z gardła.

– Następny punkt sesji rady miasta, to … – Przewodniczący zajrzał do porządku obrad. – Ekhem… „Kolorowe Gniazda” – projekt budek lęgowych i wspierania fauny miejskiej”

Po sali rozszedł się chichot radnych.

– Zaiste intrygujące… – Przewodniczący poprawił okulary i dodał: Poproszę radnego Krupińskiego o zreferowanie projektu uchwały.

Wezwany wstał i podszedł do mównicy. Lekko zdenerwowanym głosem poprosił sekretarza o włączenie rzutnika i uruchomienie prezentacji.

– Znaczy którą prezentację? – zapytał tamten zezując na Krupińskiego znad klawiatury komputera.

– Kolorowe Gniazda.pptx poproszę. W folderze z dokumentami na dzisiejszą radę – powiedział z naciskiem Jarek.

– Dobrze, że nie tęczowe. – teatralnym szeptem rzucił ktoś z widowni.

Krupiński zmierzył dowcipnisia oburzonym wzrokiem. 

Ciekawe czy za chwilę też będziecie się śmiali – dodał sobie w duchu odwagi.

Na ścianie rozbłysło światło rzutnika. Oczom zebranych ukazało się zdjęcie przepięknęgo, kolorowego ptaka fruwającego nad brodziejskim rynkiem. Po chwili wirując pojawił się napis:

„Kolorowe Gniazda w Brodziejach”

Jarek z dumą patrzył po sali. Z tej animacji był naprawdę zadowolony. Co prawda to syn mu pokazał jak to zrobić, ale dobór efektu to już była zasługa długiego procesu sprawdzania przez radnego, możliwości PowerPointa. Krupiński odchrząknął i rozpoczął prezentację: 

– Szanowne koleżanki i koledzy, wyobraźcie sobie ptasi raj. Kolor, śpiew, natura. Nasze miasto może być jak egzotyczna wyspa. Ludzie przyjeżdżaliby tylko po to, by zobaczyć niewiarygodnie piękne rajskie ptaki!

Radni zaczęli szeptać, po czym jeden zadał pytanie:

– No niby fajne, ale ile to miałoby kosztować? Budżet miasta jest praktycznie pusty!

Bo go wydaliście na betonowanie kolejnych placów – przemknęło przez głowę Jarka.

– No i to jest najlepsze! Absolutnie nic!.

Szmer na sali przeszedł w gwar.

– Jak to nic? – wykrzyknął oburzony Jędrak. – To na pewno jakiś przekręt!

– Hehe, jak nic nie kosztuje to żadnej doli nie dostaniesz! – zarechotał Mrówka, zawsze chętny żeby dopiec delegatowi z konkurencyjnej partii.

– To jest potwarz! – wrzasnął radny z SiKu. – Ja pana pozwę!

– W tym tygodniu, to będzie już chyba dziesiąty raz jak grozisz komuś sądem – zaśmiał się ktoś spod okna.

Przewodniczący chwycił za dzwonek leżący na biurku i potrząsnął nim energicznie.

– Proszę państwa, proszę o spokój! Panie Jarosławie, czy mógłby pan wyjaśnić kwestię finansową? – zapytał gdy na sali zapanowała względna cisza. 

– Oczywiście – Krupiński był zadowolony z osiągniętego efektu. Wszyscy obecni wbili w niego wzrok.

– Otóż firma ParadiseGen sfinansuje cały projekt w ramach europejskiego grantu na rozwój innowacyjnych technologii inżynierii genetycznej. 

– Znowu ten eurokołchoz – mruknął jeden z ultraprawicowych radnych.

– A jak dotacje na te swoje ugory bierzesz to jakoś nie narzekasz – parsknął śmiechem jego sąsiad.

– Bo mi się należy! Bo mogie! – odparował prawak.

– Ta jest! Jak dajo to gupi by nie brał – zawtórował mu partyjny kompan.

– Proszę o ciszę! – przewodniczący ponownie złapał za dzwonek, po czym zapytał:

– A cóż to za innowacyjny projekt panie Jarosławie?

Krupiński się zmieszał i pogrzebał w swoich papierach:

– To ma coś wspólnego z jakimś lekiem. Chyba na raka albo coś w tym stylu. W każdym razie, są na to fundusze, a oferta dla naszego miasta ma pomóc w osiągnięciu przełomu w pracach laboratoriów.

Radni pokiwali ze zrozumieniem głowami, a Jarek wprowadził ich w szczegóły przedsięwzięcia. ParadiseGen miało zainstalować w mieście 50 budek lęgowych z kamerami i systemami sztucznej inteligencji. W budkach zamieszka 50 par egzotycznych ptaków, które jak zapewnia firma, są kluczowe w ich projekcie. Po pierwszym wylęgu, pisklęta mają być zabrane do dalszych badań, a dorosłe ptaki zostaną w mieście na stałe.

– Nasze miasto stanie się sławne na cały kraj! – mówił z emfazą Krupiński, wyświetlając kolejne slajdy ukazujące piękno ptaków.

– Wypuścimy aplikację miejską z dostępem do kamer w budkach i dzieci w szkołach będą mogły obserwować wylęg. Zorganizujemy konkursy na imiona dla ptaszków! Wszystkie są monitorowane przez aplikację i można będzie śledzić ich lot! Zbudujemy park, który odwiedzać będą tysiące, miliony turystów! – mówił z zapałem radny.

Propozycja przeszła prawie jednogłośnie! Jedynie Krzysztof Jędrak wyraził sprzeciw, bo niepodobało mu się ubarwienie rajskich ptaków:

– Jakieś pedalskie wrony nam tu chcą zamontować. Lewaki pieprzone! – mruczał pod nosem.

***

Budki zamontowano w marcu. Pastelowe, z otworami w kształcie serduszek. Rozwieszono je w parkach, na skwerach, przy szkole, przy bibliotece, nawet na cmentarzu – „żeby ożywić przestrzeń sakralną”.

Tydzień później zainstalowano w budkach ptaki. Wyglądały przepięknie. Długie pióra w odcieniach szmaragdu i turkusu, dzioby jak złote igły, ogony jak wachlarze. Poruszały się dostojnie i miały hipnotyzujące oczy. Influencerka Kasia_Fit_Brodziej wrzuciła instastory:

„Omg! Prawdziwe rajskie ptaki! Krupiński to geniusz 🦜💖🔥”

Miasto żyło ptakami. W ratuszu utworzono „Centrum Monitorowania Gniazd”. Jarek codziennie publikował statystyki: ile jajek złożono, jakie są najczęstsze trasy ptaków, ile lajków zebrała transmisja romantycznych zmagań pary „Antoniusz i Kleopatra”.

Po dwóch miesiącach na pierwszym jajku pojawiło się pęknięcie. Z wnętrza zaczęła się wyłaniać jakaś szaro-brunatna masa, która natychmiast rozwarła paszczę. 

Coś było nie tak. Pisklę nie wyglądało jak kolorowa, złocisto-rubinowa kuleczka. Przypominało raczej pokryte łuskami skrzyżowanie szczura z legwanem. Zamiast pięknie ubarwionych skrzydeł, miało skórzasto—błoniaste odnóża. W widocznej w kamerze mordzie błyszczał rząd maleńkich, ostro zakończonych zębów.

Dzieci w przedszkolu, zebrane przy telewizorze z transmisją z budki lęgowej, zaczęły krzyczeć i płakać. Ich opiekunka, pani Zofia Nitecka, patrzyła w osłupieniu na ekran:

Co to do diabła ma być? – pomyślała przerażona, tuląc garnące się do niej dzieci.

W lokalnej gazecie „Brodziejskie Nowiny” pojawił się uspokajający wywiad z radnym Krupińskim:

„Nietypowa uroda młodych to naturalne. Zaufajmy ewolucji!”

Z każdym dniem pojawiały się kolejne pisklęta, ale wcale nie wyglądało na to, że jest lepiej. Niektóre miały pancerz, inne dziwaczne kończyny, niektóre – skrzydła jak żagle i wytrzeszczone oczy. Co gorsza, stopniowo zauważono awarie kolejnych kamer – pisklęta je zjadały. Po tygodniu zaginął piesek burmistrza – „Tofik”. Pod jedną z budek ktoś znalazł jego smycz i szelki, które nosiły ewidentne oznaki zębów.

Zaniepokojenie mieszkańców tonował Krupiński organizując konferencję prasową:

– Prosze państwa, proszę się nie niepokoić. To tylko etap przejściowy. One dorosną i przemienią się w złote cuda.

– A co z Tofikiem! – krzyknął jeden z mieszkańców. – Przecież te ptaki z piekła rodem go zeżarły!

– To jest całkowicie wykluczone! – zaprotestował radny. – Według ParadiseGen, te ptaszki są całkowicie niegroźne i polują wyłącznie na owady.

– No to gdzie jest Tofik? Co?…

Pytania padały z różnych stron, ale większość mieszkańców była w euforii. Do Brodziejów zaczęły zjeżdżać wycieczki turystów, a w mediach społecznościowych pojawiały się entuzjastyczne posty ze zdjęciami rajskich ptaków:

To nie jest filtr! Te ptaki naprawdę wyglądają TAK 😱🔥 #rajskieptaszki #wowbrodzieje #natureflex #nomakeupnofilter

Nigdy nie widziałem takich upierzeń. Wyglądają jak skrzyżowanie papugi z feniksem!

#birdwatchingPL #brodzieje #paradisegen #ptaszniczyraj

Nie wierzyłam, że coś tak pięknego może być w Polsce 😍🦜 Te kolory są jak z bajki! #rajskieptaszki #brodziejelove #kolorowegniazda

Mniej więcej w trzy tygodnie po pierwszym wykluciu, pisklęta opuściły budki. Wbrew zapewnieniom radnego Krupińskiego nie zmieniły się w piękne rajskie ptaki. Było gorzej niż na początku. Urosły. Teraz były wielkości małego psa. Ich pyski wydłużyły się w coś na kształt wilczego ryja, z którego wystawały wielkie, poszarpane zęby. Oczy miały całe czerwone, lśniące, obłąkańcze. Nie latały, ale potrafiły bardzo szybko biegać, rozpędzając się wzdłuż chodników i ulic. Czasami podfruwały, machając skórzastymi skrzydłami o pazurzastych zakończeniach. Wydawały z siebie gardłowe dźwięki, jakby skrzyżowanie bulgotu z wrzaskiem duszącego się niemowlęcia. Czasem wyły. Czasem mlaskały. Ale najgorsze było to, że nawoływały się nawzajem, polując w stadach. Jeden zaczynał, a po chwili cały park odpowiadał mu potwornym chórem. Ludzie mówili, że jeśli usłyszysz ten dźwięk – już jesteś martwy. Bo znaczył tylko jedno: „Znalazłem jedzenie.”

Rozpętało się piekło. Pierwszego dnia po wyjściu z gniazd zaatakowały ucznia podstawówki. Po chłopcu został tylko but, kawałek tornistra i krwawe resztki.

Pod koniec tygodnia naliczono sześć ofiar. Trzy rozszarpane na przystanku, jedna zagryziona w sklepie mięsnym, dwie dziewczynki porwane z placu zabaw – odnaleziono tylko ich ubrania.

Policja była bezradna. Stwory były odporne na kule, a poza tym poruszały się niewiarygodnie szybko. Strażacy próbowali demontować budki. Jeden z nich – druh Pawełek – został zaatakowany przez dwa osobniki. Pierwszy ptak wleciał mu do gardła. Drugi rozerwał mu brzuch.

Liczba ofiar rosła w zastraszającym tempie.

W ratuszu zebrały się niedobitki mieszkańców. Krupiński próbował ich uspokajać, ale nie dali mu dojść do głosu. Złapali radnego za fraki, wywlekli na plac przed budynkiem i przywiązali do słupa ogłoszeniowego. Dał się słyszeć koszmarny skowyt i odgłos jakby tysiące małych pazurzastych łapek drapało po bruku. Chmara drapieżców rzuciła sie na wijącego się w więzach człowieka. Nie pozostało po nim dosłownie nic.

Tymczasem miasto zostało całkowicie odcięte. Wojsko otoczyło Brodzieje szczelnym kordonem. Wszystkie drogi, mosty, ścieżki rowerowe – zostały zablokowane. Zbudowano punkty kontrolne, postawiono zasieki, uruchomiono drony obserwacyjne. Nie wpuszczano i nie wypuszczano nikogo. Oficjalne komunikaty głosiły: „zagrożenie biologiczne nieznanego pochodzenia”.

W środku miasta trwało piekło. Rynek przypominał rzeźnię. Biblioteka zamieniła się w gniazdo, w którym wylęgały się kolejne potwory. Ksiądz z kościoła św. Jacka odprawiał mszę dla przerażonych mieszkańców. Wszyscy zginęli, gdy horda rozwaliła dziobami witraże i rzuciła się na wiernych. Ludzie chowali się w piwnicach, chłodniach i kanałach. Niestety żadne schronienie nie stanowiło dla krwiożerczych bestii przeszkody.

Po niespełna trzech miesiącach od sprowadzenia rajskich ptaków, Brodzieje praktycznie przestały istnieć. 

Jednocześnie ptaki zaczęły się zmieniać. Ich obrzydliwa, łuskowata skóra pękała i odpadała kawałami, odkrywając barwne pióra. Skórzaste odnóża zmieniły sie w piękne rubionowo-złote skrzydła. Wyglądały bajecznie. Przelatywały nad pozostawionymi na ulicach zwłokami, wydając z siebie cudowne trele. Niestety nikt z mieszkańców nie mógł już tego podziwiać.

***

Kolumna ciężarówek i czarnych SUV-ów wjechała na rynek miasta. Z pierwszego samochodu wyskoczył mężczyzna w czarnym garniturze. Rozejrzał się wokół i skrzywił czując słodkawy zapach rozkładających się ciał. Nagle na jego ustach pojawił się szeroki uśmiech:

– Są! – krzyknął w stronę ciężarówek, z których powoli wysiadali ludzie w kombinezonach roboczych. 

Na środku placu sfrunęło stadko przepięknych rajskich ptaków.

Pracownicy ParadiseGen rozpoczęli wyładunek klatek. Kolorowe ptaszki posłusznie wfruwały do nich, sadowiąc się wygodnie na wyściełanym miękkim materiałem podłożu. 

Dowodzący akcją człowiek obserwował w milczeniu pracę swoich ludzi. Skinął ręką na jednego z nich niosącego w ręku ptaka.

– I co sądzisz? – zapytał pracownika.

Ten wyciągnął z kieszeni podłużny przedmiot i przyłożył do nogi ptaszka. Człowiek wcisnął na urządzeniu mały przycisk i przytrzymał mocniej obiekt badania. Dał się słyszeć cichy pisk próbnika krwi. Na jego ekranie pojawiły się jakieś cyferki.

– Wychodzi na to, że obiekty z Brodziejów dają o 40% większy efekt neurologiczny od tych z laboratorium.

– Czyli?

– Czyli żołnierz biega bez nóg i śmieje się z tego, że mu serce przestało bić – zarechotał pracownik.

– I nadal może walczyć?

– Jak, kurwa, Chuck Norris na sterydach!

Po dwóch godzinach ludzie z ParadiseGen załadowali ostatnią klatkę. Sprawnie, cicho, jakby robili to nie po raz pierwszy. Ciała ludzi zostawili. Interesowało ich tylko jedno: krew rajskich ptaków.

Projekt „NIEPOKONANI 2030” wkroczył w fazę trzecią.

Dodaj komentarz