To był ten dzień! Po tygodniach niemocy twórczej Adam wreszcie zaczął pisać. Wszyscy domownicy odetchnęli z ulgą, a Hania, żona zblokowanego pisarza, założyła słuchawki i włączyła piąty sezon „Seksu w wielkim mieście” – bo tylko na taki mogła teraz liczyć. Gdy mąż pracował w swojej “jaskini”, wszystko przestawało się dla niego liczyć. Od czasu do czasu wyłaniał się, żeby testować na niej dialogi, opisy i twisty akcji. Bywał wtedy bardzo męczący, ale nie dorównywało to momentom, gdy trapił go brak weny.
Dzieciaki na paluszkach poszły spać, a Adam zamknął się w gabinecie.
– Idealnie – powiedział zadowolony, wsłuchując się w ciszę w domu.
Było grubo po dwudziestej drugiej, gdy przerwał pracę. Przeczytał ostatni akapit i aż uśmiechnął się do siebie.
Z początku miał obawy, czy jego pomysł nie jest zbyt oklepany. Książka o literacie piszącym swoją pierwszą powieść. Niby mało oryginalne, ale Adam miał – w jego mniemaniu – genialną koncepcję fabuły.
– Nikt się nie będzie spodziewał takiego zwrotu akcji! – mówił do siebie, przesuwając wzrokiem po tekście.
Poczuł, że musi podzielić się tym z żoną. Już miał zabrać komputer na dół, do salonu, gdy zauważył, że lampka baterii ostrzegawczo miga.
– Hmm… – Zafrasował się.
Podłączył laptopa do zasilania i postanowił poczekać, aż trochę się podładuje.
Wstał od biurka i poszedł do łazienki. Pisanie zawsze działało na niego moczopędnie, chociaż miało to większy związek z pitą litrami kawą.
Gdy wrócił, wskaźnik naładowania pokazywał siedem procent. Ciągle za mało. Spojrzał na ekran i zdębiał. Pamiętał, że skończył w połowie strony, tymczasem tekstu jakby przybyło.
– Co jest, do cholery – mruknął zdziwiony.
Zaczął czytać.
„Antek z zadowoleniem postawił kropkę na końcu akapitu. …”
– Nie pamiętam, że to pisałem. – Adam przerwał lekturę i przesunął wzrok poniżej.
„Wrócił z łazienki i usiadł ponownie przed maszyną do pisania. Zdziwiony zauważył, że na kartce pojawił się nowy akapit. Zaczął czytać i poczuł zimny dreszcz na ciele.
>>Za nim stała istota zrodzona z ciemności i unosiła pokryte liszajami ręce. Szponiaste palce zbliżały się do szyi siedzącego przy biurku pisarza. Ten, czując, że nie jest sam, odwrócił powoli głowę. Koszmarny stwór wydał z siebie przeraźliwy skowyt i jednym ruchem oderwał Antkowi głowę…<<”
– Co to, kurwa, jest! – Adam z przerażeniem patrzył na krwawy opis.
Nie pamiętał, żeby coś takiego napisał! Ktoś musiał tu wejść i…
Adam wiedział, że nie jest sam. Po plecach przeszły mu ciarki, a na szyi poczuł chłód.
Powoli odwrócił się na fotelu i spojrzał w jarzące się oczy koszmaru.
Panującą w domu ciszę przerwał wrzask istoty i odgłos, jakby ktoś odrywał nogę od kurczaka przed przygotowaniem obiadu. Krew buchnęła fontanną, plamiąc ściany.
***
Robert spojrzał na tekst i uśmiechnął się. Zawsze fascynowała go taka zagnieżdżona fabuła — słowa, które nabierają kształtu i nadają kierunek akcji. Autor konfrontowany z koszmarem z własnej książki. Dreszcz na plecach czytelnika, który, leżąc w łóżku, bojaźliwie nakrywa wystające spod kołdry stopy. I strach, przypominający o potworach czających się w ciemnych kątach sypialni.
Przeciągnął się w wygodnym fotelu i zerknął na stojącą przy komputerze pustą szklankę.
Jeszcze kapinka Taliskera. Dla płynności pisania — pomyślał i podszedł do przeszklonego barku.
Wyciągnął wysoką butelkę i nalał sobie jasno-bursztynowy trunek. Odruchowo zerknął w kierunku drzwi do gabinetu. Żona pewnie już spała. Zawsze miała pretensje, że Robert za dużo pije podczas pisania.
Ale skoro śpi… — Robert nachylił ponownie szyjkę nad szklanką. Single malt zapełnił dwie trzecie naczynia. Z lubością wciągnął nosem dymno-torfowy bukiet i wypił solidny łyk. Alkohol rozlał się ciepłem po żołądku, a w żyłach poczuł, jakby ktoś wlał w niego wysokooktanowe paliwo.
Zobaczył, że na blacie obok klawiatury widoczne są niewielkie plamy whisky. Spojrzał na rękę. Zauważalnie drżała, ale po chwili zastygła bez ruchu. Trucizna zrobiła swoje i organizm odetchnął z ulgą.
Odstawił butelkę do szafki i podszedł do okna. Otworzył je na całą szerokość. Na zewnątrz panowała całkowita ciemność, a z oddali dobiegał cichy szmer cykad.
Usiadł na fotelu i otworzył szufladę biurka. Z puszki po dropsach wyjął wypalonego do połowy skręta i zapalniczkę. Przypalił i zaciągnął się głęboko. Zakrztusił się i wypuścił dym ustami. Odłożył tlącego się jointa i położył palce na klawiaturze. Mógł kontynuować pisanie.
Spojrzał na laptopa i zmarszczył brwi. Na ekranie pojawiały się litery, jak gdyby ktoś dopisywał coś w jego tekście. Klawisze klikały pod naciskiem niewidzialnych palców. Tekst układał się w kolejne zdania:
„ Pisarz poczuł nagły powiew wiatru. Otwarte skrzydło okna z hukiem uderzyło w regał…”
Robert podskoczył z przerażenia, słysząc trzask, i spojrzał na okno poruszające się pod wpływem wiatru.
Co jest kur…
„…wa – pomyślał. Niedopałek upadł na podłogę. Pisarz schylił się i podniósł skręta…”.
Na dywanie został wypalony brązowy ślad. Robert, blady ze strachu, spojrzał ponownie na ekran.
„Miał wrażenie, że nie jest sam w gabinecie. Powoli odwrócił głowę i zobaczył …”
Robert gwałtownie obejrzał się za siebie. Istota stała w milczeniu. Nie miała twarzy, oczu ani ust. W miejscu, gdzie powinna być głowa, ziała czarna pustka, zlewająca się z półmrokiem pomieszczenia.
No, niezły szajs jest w tym skręcie – pomyślał. – Tam nic nie ma. Odwrócę się teraz i dokończę pisanie.
Spojrzał na ekran. Pojawił się kolejny akapit:
„Istota wyciągnęła utkane z cienia ręce, zacisnęła na gardle Pisarza i szarpnęła do góry”
Robert dojrzał w odbiciu w ekranie jakiś ruch. Poczuł obezwładniający ból, a w ostatnim mgnieniu świadomości doznał przerażającego wrażenia, że jego ciało zostaje w fotelu, a on sam unosi się ponad nim.
***
– No nieźle! Ale pokręcony szort! – Michał zdjął słuchawki i poprawił się w łóżku. – Skąd ten Grot bierze takie pochrzanione pomysły!? – rzucił w ciemność.
Odpowiedziała mu cisza.
Chłopak poczuł się trochę niepewnie. Niby to tylko jakieś opowiadanko na YouTube, ale sugestywna ścieżka dźwiękowa zrobiła swoje.
Sprawdzę nowości na Netfliksie. Byle nie horrory! – zaśmiał się w duchu.
Spojrzał ponownie na telefon i zauważył, że szort wciąż się odtwarza.
– To jeszcze nie koniec? – mruknął zdziwiony i założył słuchawki na głowę.
„Słyszał tylko ciszę i tykanie zegara. Przecież ja nie mam arka – pomyślał zdziwiony chłopak.”
Michał zdjął gwałtownie słuchawki i zastygł w przerażeniu. To nie było tykanie. To brzmiało jak kroki na skrzypiącej podłodze.
Zerwał się z łóżka i wybiegł z sypialni. Na korytarzu panował półmrok od przytłumionego światła kinkietów. Panowała kompletna cisza.
Nagranie wciąż się odtwarzało. Trawiony strachem, ale też młodzieńczą ciekawością, założył powoli słuchawki na…
„ …głowę. Usłyszał głośne kroki za sobą. Odwrócił się gwałtownie i ujrzał istotę utkaną z cienia. Wyciągnęła blade, szponiaste dłonie w kierunku jego szyi i szarpnęła w górę…”
Ciało opadło bezwładnie na wykładzinę w holu. Jakiś okrągły kształt z głuchym odgłosem potoczył się po schodach na parter.
***
Spodobał ci się ten Mroczny Szort?
Pewnie myślisz, że to koniec?
I masz rację…
Obejrzyj się…