Rekord

Marcin wyszedł ze szkoły, mrużąc oczy przed popołudniowym słońcem. Piątek, piętnasta, cały weekend przed nim – a w kieszeni pięćset złotych, które aż paliły go do wydania. Przez ostatnie tygodnie omijał budę z automatami – rodzice wlepili mu szlaban za kolejną lufę z matmy. Do tego obcięli jeszcze kieszonkowe. Na szczęście wybłagał poprawę i starzy cofnęli karę. 

– Iść do domu uczyć się czy na automaty – Marcin szedł powoli, odliczając mijane płyty chodnikowe. – Dom, automaty, dom, automaty…

Zobaczył, że zbliża się do słupa lampy ulicznej. 

„Niech los zdecyduje” – pomyślał i kroczył dalej.

– Automaty! – wykrzyknął z triumfem, stawiając stopę tuż przy latarni.

Co było robić, z losem kłócić się nie wolno. Nawet jeśli odrobinę mu się pomogło – zwalniając przy odpowiednich krokach, żeby wynik wyszedł jak trzeba.

Zadowolony Marcin wcisnął play na walkmanie. Z pirackiej kasety popłynęły dźwięki „Out ta get me” Guns’n’Roses. Ruszył w kierunku bazarku, gdzie znajdowała się buda z automatami wideo. 

„(…) They’re out to get me

They won’t catch me

I’m innocent, they won’t break me (…)

***

– Cześć młody! Dawno cię tutaj nie było! – Andrzej, gruby i wąsaty właściciel salonu gier przetarł ręką czoło. Warunki wewnątrz były tropikalne. Duszne powietrze mieszało się z potem, żarem automatów i napięciem graczy.

– Starzy dali mi szlaban. Zagrożenie z matmy miałem – wyjaśnił niechętnie Marcin, rozglądając się po wnętrzu. – Jest coś nowego? – zapytał.

– Mamy coś! –Andrzej machnął ręką, wskazując stojący w rogu automat. – Stoi już ze dwa tygodnie, ale mało kto na nim gra.

Marcin spojrzał na lśniącą czarną skrzynię. 

– „Fatal rage” – odczytał na głos. – Wygląda fajnie. To karate czy strzelanka?

– Walki uliczne – wyjaśnił grubas ponownie przecierając spocone czoło. – Mocna rzecz. Krew i flaki. W sumie powinno być od osiemnastu lat – dodał śmiejąc się.

– Czemu nikt w to nie gra? Słabe jakieś? – dopytywał się zaintrygowany chłopak.

– No raczej nie, bo Rutek gra na niej codziennie. Nikt nie potrafi pobić jego wyniku. Pewnie stąd małe zainteresowanie.

Na dźwięk tej ksywy, coś w Marcinie zawrzało. Krzysiek „Rutek” Rutkowski. Kiedyś wykasował jego rekordy na każdym automacie w salonie. Od tamtej pory między nimi była kosa. Włożył rękę do kieszeni i wyciągnął banknot z Waryńskim.

– Daj mi na pięć gier – warknął kładąc stówę przed Andrzejem. Ten uniósł brew.

– Pięć? Rutkowi do pobicia poprzedniego rekordu potrzebne było dziesięć rozgrywek – odpowiedział właściciel z powątpiewaniem, wyciągając z szuflady żetony.

– Zobaczymy! – Marcin zgarnął mosiężne monety i ruszył do automatu.

Wrzucił pierwszy żeton i nacisnął zielony przycisk na konsoli. Ekran błysnął w animacji eksplozji. Pojawiły się dwie postacie, a nad nimi napis: Only one prevails – “Tylko jeden zwycięża”. Chwilę potem wyświetliła się lista wyników. Była tylko jedna pozycja.

„980 000 – KRR”

„Skoro Rutek grał przynajmniej dziesięć razy, powinny być widoczne jego poprzednie wyniki.” – zdziwił się. 

Wzruszył ramionami i jako swojego gracza wybrał wytatuowanego mięśniaka. Przeciwnikiem był uzbrojony w kastet i maczetę wojownik z czerwoną bandaną na głowie. W jego animowanych rysach Marcin dostrzegł coś znajomego. Kogoś mu przypominał, ale nie potrafił określić, kogo. 

„Walić to” – pomyślał skupiając się na grze. Uruchomił walkmana i pogrążył się w walce w rytm ostrego rockowego riffu.

Welcome to the jungle, we got fun and games…”

***

Kilka minut później wokół automatu „Fatal Rage” zebrała się grupka widzów. Na ekranie widoczny był aktualny wynik rozgrywki: 750 000 punktów. Andrzej spojrzał z podziwem:

– No stary, gratulejszyn! – W tym momencie przeciwnik dopadł postać Marcina i jednym ruchem uzbrojonej w maczetę dłoni, obciął mu głowę. Chłopak jęknął z zawodu i walnął ręką w joystick. Zużył już wszystkie żetony, ale nie zdołał pokonać rekordu Rutka. Co gorsza, żaden z jego rezultatów nie pojawiał się na Hall of fame – Liście chwały.

Zerwał słuchawki i spojrzał na Andrzeja z niedowierzaniem.

– Coś z tą szafą jest nie tak! Dlaczego nie zapisuje się żaden mój wynik? – Wyszarpnął z kieszeni pozostałe czterysta złotych i niemal wepchnął je Andrzejowi  – Daj mi za wszystko!

Andrzej zabrał zmięte banknoty i wrócił z dwudziestoma żetonami.

– Bo ja wiem – mruknął – Tak już została zrobiona. “Wygrać może tylko jeden” – wyszczerzył zęby w uśmiechu. – Rutek też narzekał, gdy próbował pokonać poprzedni rekord.

Marcin nic nie odpowiedział. Uruchomił kolejną grę i zaczął wściekle szarpać manetkę i walić w kolejne przyciski.

Ostatni żeton. Ekran zamigotał i stojący wokół automatu widzowie wstrzymali oddech. 970 000.

Do wyrównania rekordu zabrakło mu dziesięciu tysięcy. Cholernych dziesięciu tysięcy punktów!

Zacisnął rękę na joysticku. Krew pulsowała mu w skroniach. Automatyczny napis „GAME OVER” zdawał się z niego drwić.

– Niech to szlag! – wrzasnął Marcin, gdy po raz kolejny osiągnięty rezultat zniknął bezpowrotnie.

Bez słowa przepchnął się przez otaczający go tłumek i wybiegł z budy. Musiał wziąć z domu resztę kieszonkowego. Biegnąc do domu zauważył idącą z naprzeciwka zakapturzoną postać. To był Rutek. Poznał go po charakterystycznym, złotym wzorze smoka na czarnym dresie. Marcin zatrzymał się i zawołał:

– Idziesz na automaty?

– Tak, a bo co! – Chłopak zatrzymał się i spojrzał na niego wyzywająco.

– Jeszcze dzisiaj pokonam twój wynik w „Fatal Rage” – wypalił Marcin. Nie takiej jednak reakcji się spodziewał.

Krzysiek Rutkowski zbladł i jakby skurczył się w sobie.

– Nie rób tego, proszę – wyszeptał.

– Niby dlaczego? Pamiętasz jak zniszczyłeś wszystkie moje rekordy w strzelankach?

Rutek nic nie odpowiedział. Stał z wzrokiem wbitym w ziemię. 

– Nie ma wuja we wsi. – Prychnął po chwili Marcin. – Tam może być tylko jeden zwycięzca. Sam pokonałeś poprzedniego rekordzistę i teraz boisz się, że twój wynik zniknie!

– Ty nic nie rozumiesz! – krzyknął Krzysiek. – Trzymaj się od tej gry z daleka – w jego głosie brzmiał autentyczny strach.

– Taaa jasne – roześmiał się ironicznie Marcin. – Lecę po kasę i zaraz wracam – rzucił mu na odchodne.

Ale nie wrócił. Gdy wpadł jak burza do domu, matka natychmiast go przechwyciła i zagoniła do odrabiania lekcji. Na dodatek ostrzegła, że jeśli zaliczy kolejną lufę z matmy, czeka go szlaban na całe wakacje. Marcin westchnął ciężko i niechętnie zabrał się do pracy. Mimo to w myślach już planował, że w sobotę rano wróci na bazarek.

***

Następnego dnia wstał po cichu i ubrał się szybko w dres. Otworzył drzwi od mieszkania i spojrzał na stojącą na wycieraczce butelkę mleka. Z dezaprobatą spojrzał na srebrny kapsel.

– Znowu te popłuczyny. – westchnął. Pełnotłuste, czteroprocentowe mleko praktycznie nie było dostępne. Podobnie jak wiele innych towarów. Pomimo swoich piętnastu lat, Marcin miał świadomość, że w kraju panuje kryzys, a jego rodzice z trudem wiążą koniec z końcem. Zabrane na automaty kieszonkowe nagle zaciążyło mu w kieszeni. Pewnie mógłby wydać je inaczej. Wtedy przed oczami stanęło mu świecące „GAME OVER” i wspomnienie skasowanego wyniku w „Fatal Rage”.

W salonie gier przywitał go Andrzej.

– Cześć młody! Rutek był wczoraj i podbił wynik do miliona punktów! Zrobił to jedną rozgrywką!

Marcin położył na ladzie pięć stów.

– Daj mi dwadzieścia pięć żetonów! Nie wyjdę stąd dopóki nie wymażę jego rekordu! – rzucił wściekle.

– Powodzenia! – Uśmiechnął się pod wąsem Andrzej.

Marcin wyciągnął walkmana i ustawił kasetę na specjalnie przygotowany kawałek. Disposable Heroes Metalliki. Ten numer nigdy go nie zawiódł! Wrzucił pierwszą monetę i zaczął rozgrywkę.

 (…) Back to the front

You will die when I say, you must die (…)

***

– Jeeeeeeest! – wrzasnął Marcin wykonując skomplikowaną kombinację ruchu joysticka i klawiszy akcji. Jego postać rozpłatała przeciwnikowi brzuch, którego zawartość wypłynęła zapełniając ekran czerwono-pomarańczowymi pikselami. Wojownik w bandanie opadł na kolana i zamienił się w chmurę pyłu. Na ekranie pojawił się napis: „Wygrać może tylko jeden!”, a pod nim „Nowy Rekord” i wynik Marcina: 1 150 000 punktów! Andrzej gwizdnął z podziwu, a zbierający się w salonie gracze wydali z siebie pełne aprobaty wycie.

– Nareszcie – wyszeptał chłopak i z wręcz nabożnym skupieniem ustawił swoje inicjały: „M.A.G”. To był jego podpis, znany we wszystkich osiedlowych budach z automatami. 

Gdy wcisnął klawisz zapisu, maszyna wydała z siebie radosne dźwięki mające imitować jakiś triumfalny marsz. W chwilę potem pojawiła się zachęta: „Aby kontynuować użyj żetonu”.

Został mu już tylko jeden. Niewiele zastanawiając się wrzucił go i uruchomił kolejną rozgrywkę. 

Coś się zmieniło. Zamiast uzbrojonego w kastety wojownika w czerwonej bandanie, pojawiła się nowa postać. Był to zakaptu rzony ninja. Ubrany w czarny strój z jakimś stylizowanym złotym wzorem na plecach. W jednej dłoni miał długą katanę, a w drugiej ściskał shurikena. Marcin spojrzał na ekran i zdrętwiał. Już gdzieś widział taki dres i taki wzór. Złoty smok z rozłożonymi szeroko skrzydłami. Chwila nieuwagi wystarczyła, żeby przeciwnik zadał mu śmiertelny cios. 

– Odsuń się, teraz ja chcę spróbować! – Pryszczaty chudzielec przepchnął go i położył garść żetonów obok joysticka.

Marcin obserwował jeszcze przez chwilę jak nowy gracz próbuje pokonać ninje. Rozgrywka zakończyła się po pięciu sekundach. Jego rekord był niezagrożony. 

„Ale na jak długo” – pomyślał i podszedł do Andrzeja.

– Pamiętasz kto ustanowił poprzedni rekord? Ten przed Rutkiem – zapytał właściciela.

– A, taki jeden. Grzesiek? Czesiek? Czasem tu wpadał. Niezły był, ale Rutkowi czy tobie do pięt nie dorasta. – Andrzej wyciągnął coś spod lady. – Zostawił tu swoją czerwoną chustę. Trzymam ją gdyby się pojawił, ale nie przyszedł od czasu gdy Krzysiek go pokonał.

Marcin poczuł zimny dreszcz na plecach. Czerwona bandana. Nagle wszystko stało się jasne. Jego pierwszy przeciwnik w „Fatal Rage”. Przypomniał sobie postać z kastetem i maczetą. Z głową przewiązaną czerwoną chustą. Pamiętał Grześka. Przerośnięty, drugoroczny z „dziesiątki” – szkoły na sąsiednim osiedlu. Zawsze był dumny z bandany, którą ojciec przywiózł mu z saksów w RFN.

Zerknął w kierunku automatu z „Fatal Rage”. Nadal grał pryszczaty. W lewym górnym rogu wyświetlony był jego wynik: 500 000 punktów. Ninja rzucił shuriken, a złoty smok wydawał się składać w aplauzie swoje skrzydła. Za grającym ustawiła się kolejka chętnych do pokonania rekordu słynnego „MAG”a.

– Wiesz gdzie mieszka Rutek? – zapytał Andrzeja.

– Niby skąd? – odpowiedział pytaniem wąsaty właściciel. – Zapytaj jego kumpli. Przecież chodzicie do „dwieście-osiemdziesiątki”, nie?

Marcin nie odpowiedział tylko wybiegł z salonu gier.

***

Chyba po raz pierwszy czekał z nierciepliwością na poniedziałek. Przemierzał drugie piętro szkoły w poszukiwaniu ósmej „C”. Ostry dźwięk dzwonka wbił się w panujący na korytarzu gwar. Marcin dostrzegł gromadzących się przy sali geograficznej uczniów z klasy Krzyśka Rutkowskiego. Podbiegł do nich i zapytał:

– Cześć! Widzieliście Rutka? Jest dzisiaj w szkole?

Koledzy spojrzeli po sobie niepewnie. Jeden z nich odezwał się:

– Nic nie słyszałeś? Rutek umarł. Dzisiaj dyra robi apel.

– Jak to umarł?

– No nie wiem, wziął i umarł. Podobno w sobotę wieczorem – odpowiedział chłopak z klasy Rutka i wszedł do sali.

Marcin zszarzał na twarzy. Przypomniał sobie sznurek graczy czekający na swoją kolej w „Fatal Rage”. Włożył rękę do kieszeni w poszukiwaniu pieniędzy. Musiał natychmiast podbić swój rekord. Musiał natychmiast wrócić do salonu gier. Zanim było za późno.

Dodaj komentarz